Poezja i proza - Portal Literacki  



Online

Aktualnie jest 18 gość(ci) i 1 użytkownik(ów) online.

Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj

Nowe recenzje


· Kobieta w lustrze , Éric-Emmanuel Schmitt , Znak Literanova , recenzent: Solecki Tadeusz
· Przejechał cyrk, Patrick Modiano , Państwowy Instytut Wydawniczy, recenzent: Solecki Tadeusz
· Kłamać aby żyć, Kazimierz Junosza, CB, recenzent: Solecki Tadeusz
· Przypadek Adolfa H., Schmitt Eric-Emmanuel, Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, recenzent: Solecki Tadeusz
· Pocztówki z innej planety, Wojciech Letki, Wydawnictwo Nowy Świat, recenzent: Solecki Tadeusz
· ŚCIGAJĄC PAMIĘĆ, Szapołowska Grażyna, G+J Książki, recenzent: Błaszkowska Alina
· ŁOPATĄ DO SERCA, Marta Obuch, Wydawnictwo Replika, recenzent: Błaszkowska Alina

[ RECENZJE ]


Epika: Ślub /opowiadanie/ ~
Wysłano dnia 24-11-2005 o godz. 15:42:45
Autor: JacAr

- Kociarstwo baczność! - Boże, znowu zacznie się to samo...
- Szeregowy Kuśka, szeregowy Kuciapa! Swój rejonik znacie, jazda!
Marek spojrzał na mnie i lekko wzruszył ramionami. Na jego nieszczęście nie uszło to uwagi starego wojska.
- Co? Młodzież się burzy?! Karczycho do przeglądu!
Marek jeszcze raz spojrzał na mnie z rezygnacją i pochylił się przed starszym. Suchy plask palców o kark i za chwilę Marek regulaminowo wyprostowany recytował - Dziękuję starej fali, że tak dobrze po karczychu wali, odczuwam dreszcze i proszę o jeszcze...
- Dobra, dobra "jeszcze" dostaniesz innym razem, a teraz nie burzyć się i do kibla, raz!

Wybiegliśmy z sali. Dzięki Bogu czasy, w których musieliśmy bawić się czyszczeniem toalety za pomocą szczoteczek do zębów już minęły. Teraz po prostu chodziło o to, by dokładnie wyszorować podłogę, sedesy i wszystkie zakamarki. Nie było to przyjemne zajęcie ale zdążyliśmy się przyzwyczaić. Tak się dziwnie złożyło , że ten rejon należał prawie zawsze do nas. Działo się tak chyba za sprawą Marka. Stare wojsko nie lubiło go. Nie chodziło o to, że się stawiał. Wręcz przeciwnie - on był aż za bardzo spokojny, uległy. Poddawał się wszystkim szykanom bez słowa sprzeciwu. Dla starszyzny nie było z nim zabawy. Oni chcieli by ktoś protestował. Wtedy mogli pokazać całą swoją władzę i wyższość. Po Marku to spływało i tak właśnie się narażał. A ja? Ja byłem uważany za jego przyjaciela. I już się utarło, że jak on brał w dupę, to ja razem z nim.
Mimo, że zewnętrznie różniliśmy się znacznie, coś sprawiało, że pasowaliśmy do siebie. Marek, dajmy na to, lubił opowiadać - ja słuchać. On był spokojny, ale i leniwy (podejrzewam, że jego bierny stosunek do "starych" brał się właśnie z lenistwa), ja zaś, jak to się mówi "żywe srebro". Zawsze byłem taki - mało gadać, dużo robić. Stąd wzięły się też nasze przezwiska - Kuśka i Kuciapa - że niby tacy różni, a tak do siebie pasujemy.
Swoją drogą stoicki spokój z jakim Marek przyjmował wszystkie upokorzenia nie jednego by zdziwił. Bo wbrew pozorom wcale nie był chucherkiem. Metr osiemdziesiąt pięć wzrostu, dziewięćdziesiąt kilo i to nie w tłuszczu a w muskulaturze. Podejrzewam, że dla naszych "dziadków" gnojenie go było również związane z dreszczykiem emocji. No bo a nuż tym razem nie wytrzyma i się odwinie? Ale nie - Marek był zawsze taki sam.
- Kurwa - powiedział Marek.
- No! - potwierdziłem. Przez moment słychać było tylko tarcie szczotki o sedes.
- Kurwa - powtórzył - myślałem, że zdążę napisać list do Gośki, a tak wszystko na nic.
- Nie przejmuj się - starałem się go pocieszyć - pojutrze wyjdziemy na miasto, usiądziemy w jakiejś knajpie i raz dwa coś naskrobiesz.
- Taaa... Chyba trzeba będzie tak zrobić. Ale wiesz, po prostu nastawiłem się na to pisanie i teraz... Kurcze, zawsze tak jest. - Spuścił wodę.
- Nie przejmuj się, i tak do niej często piszesz - wystękałem z klęczek czyszcząc posadzkę.
- Tak, tak, tak. Ale i tak za mało! Gdyby nie to pieprzone wojsko, teraz siedziałbym z nią i zamiast długopisu i kartki używałbym gęby...
- Ty wstrętny mineciarzu! - zaśmiałem się.
- Przestań! - Marek zdenerwował się, chociaż wiedział, że tylko żartuję - Gośka nie jest taka... To znaczy jak najbardziej łóżko, te rzeczy, ale przecież nie tylko. Stary, co ja ci będę mówił, przedtem nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny. Słowo, że tak samo chętnie idę z nią do teatru jak do wyrka.
- Dobra, dobra, sto razy to słyszałem, lepiej szoruj bo spędzimy tu całą noc.
- Nie wierzysz mi? - spytał z wyrzutem - Chociaż właściwie jeszcze rok temu sam bym sobie nie wierzył - ciągnął z zastanowieniem - Ale teraz już jej z rąk nie wypuszczę...
- Tak, tak wiem - jak nie miałem wiedzieć skoro powtarzał to bez przerwy? - ochajtasz się jak tylko wyjdziesz...
- A żebyś wiedział! Bo jest jeszcze - wbrew takim cynikom jak ty - coś, co nazywa się
"miłość"... Hej! Słyszałeś coś takiego? Takie słowo: "miłość"?
- Dobra, dobra przestańcie się tu kochać tylko do roboty! - w drzwiach stał Czyścioszek. W sumie porządny facet. Oczywiście ze starej fali. Ale on się na nas nie wyżywał. Wojsko właściwie go nie obchodziło. Był miejscowy, wychodził codziennie na stałą przepustkę i jedynym problemem jaki miał to to, czy dobrze wygląda. Lubił się podobać i podobał się. Ilekroć zdarzało nam się spotkać go w mieście, zawsze otoczony był wianuszkiem dziewczyn.
- Swoja drogą - Czyścioszek odezwał się spod lustra, wyciskając sobie niewidzialnego wągra- ty Kuśka jesteś jakiś nienormalny - ciągle ta Gośka i Gośka. Co to już inne dupy po Ziemi nie chodzą?
Coś się poruszyło. Zdziwiony uniosłem głowę. Zdziwiony byłem nie tylko ja. Czyścioszek miał w oczach całe zdziwienie świata. Bo też było to niesłychane - Marek dwiema rękami ściągnął mu kołnierzyk i podniósł do swojej wysokości opierając o ścianę. Nogi Czyścioszka śmiesznie majtały w powietrzu...
- Gośka nie jest żadną dupą, Czyścioszek - przez zaciśnięte zęby wysyczał Marek - To, że się, kurwa wasza mać, na nas wyżywacie, to, powiedzmy, wasze prawo, ale nigdy nie próbuj nawet... Albo nie, spróbuj - nigdy nie słyszałem tak skondensowanej wściekłości - spróbuj jeszcze powiedzieć coś takiego o mojej dziewczynie! No! Mów, kurwa, mów!...
- Marek, daj spokój - nie wiedziałem co robić, Czyścioszek był już siny na twarzy, oczy wyszły mu z orbit - on nic złego nie powiedział...
- Mylisz się, on porównał Gosię do swoich dziwek!
- Dobra, coś mu się popieprzyło - stałem tuż za Markiem i położyłem mu rękę na ramieniu - zostaw go...
Powoli opuścił Czyścioszka. Ten złapał się ręką za szyję i próbował odetchnąć.
Marek spuścił wzrok, ręce mu opadły. Widać było, że nie wie jak się zachować.
- Przepraszam... - wyszeptał. Odwrócił się i wrócił do pracy. Ja spojrzałem na Czyścioszka. Czym prędzej pozbierał swoje rzeczy i szybko wyszedł z toalety.
- Co ci, kurwa, odbiło! - wściekle krzyknąłem na Marka - wiesz co teraz będzie?!
Marek nie odpowiedział.

Nie miałem racji, nic nie było. To znaczy nie tak, było, owszem, ale nie to co sobie wyobrażałem. Nikt się na nas nie odgrywał. Wręcz odwrotnie dano nam jakby spokój.
Dostawaliśmy teraz lżejsze prace. Wyglądało na to, że Czyścioszek coś pokręcił w swojej relacji, którą z pewnością złożył staremu wojsku. Grunt, że wyszedł na naprawdę porządnego faceta.

Kiedyś spotkaliśmy go w jednej z knajp przy rynku Starego Miasta. Siedział jak zwykle ze swoimi panienkami, wyraźnie wywołując ich entuzjazm. My z Markiem usiedliśmy w kącie.
- No, Marek, teraz ty musisz się zachować - powiedziałem.
- Ale... nno nie wiem... Jak?
- Zamów flaszkę, a ja to załatwię.
- Myślisz?
- Ja nie myślę, ja działam. A jemu coś się należy.
Wstałem od stolika i podszedłem do Czyścioszka.
- Przepraszam piękne panie - zwróciłem się do jego towarzyszek - ale mam dwa słowa do kolegi...
- O co chodzi, Kuciapa? - panienki parsknęły śmiechem - Jestem trochę zajęty.
- Słuchaj, Kuciapa to ja jestem w jednostce, a tu jestem Jacek. Mam do ciebie dwa słowa na osobności... Ale jak nie, to łaski nie robisz...
- Dobra, panny, zaraz wracam.
Za chwilę byliśmy przy naszym stoliku.
- Siadaj - powiedziałem wskazując wolne krzesło.
Usiadł lekko zniecierpliwiony.
- Co jest? - spytał niechętnie.
W tym momencie kelnerka przyniosła butelkę wina i ja sam się zdziwiłem bo był to najlepszy gatunek w tej kawiarni. Marek zapłacił od razu, a Czyścioszek wyglądał na zaskoczonego.
- No, mówcie - ponaglił - co jest grane?
- Słuchaj... - zacząłem.
- Przepraszam - powiedział cicho Marek - No wiesz... Za tamto...
- Już zapomniałem.
Nalałem do kieliszków.
- Ale swoją drogą, Kuśka, nie sądziłem, że jesteś taki nerwowy.
- Ja jestem spokojny, jeśli chodzi o moje sprawy. Ale Gośka jest dla mnie święta.
Przepraszam... Na prawdę nie chciałem.
- Ta jego kobieta jest naprawdę taka święta? - to pytanie było skierowane do mnie.
Sytuacja się rozluźniła.
- Nie zrozum mnie źle - Marek już nie był taki spięty - Gośka nie jest święta, to znaczy to nie jakaś tam cnotka czy coś. Ja ją po prostu kocham... I nie wstydzę się tego.
- Dobra, bez wielkich słów - Czyścioszek dokończył wino jednym haustem i podniósł się od stołu - Ja ciebie osobiście rozumiem, chociaż moim zdaniem przesadzasz. Co do sprawy, jesteśmy kwita. Muszę już wracać - uśmiechnął się - kobiety czekają.
Odszedł, ale po dwóch krokach zawrócił, oparł się o blat naszego stolika i zwracając się do mojego przyjaciela powiedział:
- Jeśli rzeczywiście jest tak jak mówisz, to trochę ci zazdroszczę.
Odwrócił się i teraz już zdecydowanie odszedł.
Ja Markowi też zazdrościłem. Miałem kilka tak zwanych sympatii, do których pisałem i które od czasu do czasu odpisywały. Ale nie było kogoś, o kim wmyślałbym z tęsknotą.

Seria, nie długa, ale cholernie głośna. Ktoś strzelał w koszarach. Wybiegłem, jak wszyscy, z sali. Trochę śmiesznie to wyglądało - armia w gaciach. Nikt nie wiedział o co chodzi. Ni z tego, ni z owego pojawiło się paru starszych oficerów, których znałem tylko z widzenia.
Zacząłem rozglądać się za Markiem. Nie było go w pobliżu.
Pod ścianą sąsiedniego budynku zrobiło się zbiegowisko. Nie zważając na zimno pobiegłem w tamtym kierunku.
Na ziemi leżał żołnierz. Był praktycznie bez głowy. Z relacji przenoszonych z ust do ust dowiedziałem się, że najpierw sterroryzował wartownika, zabrał mu broń, nastawił na strzelanie ciągłe, a potem wpakował sobie w usta całą serię.
- No Kuciapa, masz swojego Kuśkę! - usłyszałem nagle zza pleców.
Obróciłem się i zobaczyłem Czyścioszka.
- Co?... Co ty pierdolisz?!
- Tak, tak przyjacielu! To jest twój Mareczek!
Przez moment stałem jak sparaliżowany. Potem wolno, jak automat wróciłem do sali. Usiadłem na łóżku Marka. Byłem w szoku.
- Co do kurwy?! Dlaczego?

Samobójcy zostawiają jakieś listy z wyjaśnieniem, czy coś takiego...
Na poduszce leżała kolorowa kartka. Podniosłem ją machinalnie i zacząłem czytać -
"Małgorzata Dylewska i Jan Kryński mają zaszczyt zaprosić na swój ślub, który odbędzie się..."


Warszawa, 19-20.02.90
Czytaj
Tekst lubią:

 
Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 17 | Szukaj

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Ślub /opowiadanie/ *
przez lipa-lublin dnia 24-11-2005 o godz. 22:14:38
Chciałem pierwszy skomentowac ten tekst, ale gdy spróbowałem oddać koment serwer msql padł :/ Zgadzam się z zarzutami ( błedy, przewidywalne zakończenie - dla mnie znane z innego opowiadania wyszperanego w necie...), jednak przyjemnie mi się czytało. Stare , ale jare??? Raczej nie. Nie lubię takiego stylu w opowiadaniach i zgadzam się z Kataliną, że raczej falka w stronę x.. Ale to tylko moje subiektywne preferencje...




Re: Ślub /opowiadanie/ *
przez Rojewski dnia 24-11-2005 o godz. 21:43:25 http://www.netkultura.pl
Wszyscy macie rację. Temu tekstowi jest równie daleko do gwiazdki jak i do iksa. Dla mnie przewazyła wiarygodność narracji, która powoduje, że "znając" doskonale fabułę z innych twórczych odsłon, dałem sie tekstowi wciągnąć. Nic nowego, sztampa, aż boli, ale zrobione na tyle solidnie, że jakoś nabiera indywidualnego charakteru. To jest jednak walor, zwłaszcza wobec /i własnie poprzez/ schematyczności fabuły.



Re: Ślub /opowiadanie/ *
przez Katalina dnia 24-11-2005 o godz. 19:36:23 http://zostanę muzą. tylko poważne oferty.
Może w swoim czasie to było coś oryginalnego, o pewnych sprawach dopiero zaczynało się mówić, ale teraz czyta się to już zupełnie inaczej. Za dużo tych wszystkich wojskowych "sensacji" się przetoczyło w środkach masowego przekazu, oswoiliśmy się, jakieś tam zmiany też nastąpiły. Co do samego tekstu, to pewna sprawność warsztatowa typowa dla Ciebie już przebija, ale poza tym to nic ciekawego. Koniec przewidywalny. Wiesz, wydaje się mi, że nie musisz wrzucać takich średnio udanych staroci, kiedy Twoje akualne teksty są tak dobre jak są.

Dla mnie raczej iksiak.



Re: Ślub /opowiadanie/ *
przez Winrich dnia 24-11-2005 o godz. 18:38:42
Tekst sprzed tylu lat, ale istotnie nie zestarzał się. Chociaż ponoć teraz jednak wojsko inaczej wygląda.

I mimo że finał przewidywalny, to sposób dojścia do niego podobał mi się. Jest w tym wiele z klimatu jednostki, w której sam służyłem. Co prawda jako tzw. "bażant", ale sporo widziałem (i też w zetce było samobójstwo).

Poprawiłbym jedynie błędy, bo nieco rażą.

Pozdrawiam



Re: Ślub /opowiadanie/ *
przez Efemerydan dnia 24-11-2005 o godz. 18:07:28 http://lewy-c.blogspot.com/
Owszem wszystko fajnie, składnie, styl dobry, po prostu płynie się razem z tekstem szkoda tylko, że zakończenie jest takie jakie nasuwa się po przeczytaniu pierwszej linijki tekstu!! może gdyby choć tytuł inny, to później bym się zorientował, ale...ale trzeba przyznać, że tekst bardzo prawdziwy i te dialogi!!

Tak więc warstwa stylistyczna zachwyca, motyw niestety okropnie ograny i jak najbardziej niewyszukany – choć może o to Autorowi chodziło?



Pozdrawiam



P.S

Gwiazdka, jak rozumiem, tylko za tę poprawność stylistyczną przyznana?



Re: Ślub /opowiadanie/ ~
przez TomaszKa dnia 28-11-2005 o godz. 09:18:26
Opowiadanie napisane jest sprawnie, a drobne błędy wskazują, że JacAr przez 15 lat nie miał wiele do naprawienia.

Krytyka fabuły i sztampy wynika pewnie z tego, że tekst oceniany przez pryzmat Jacka czte...(tfu!) starszego, piszącego na wyższym poziomie i używającego sztampy znacznie bardziej błyskotliwie. Ale gdybyśmy to tło odrzucili, to ten kawałek jest przykładem solidnej fabrycznej prozy.



Re: Ślub /opowiadanie/ ~
przez yarre dnia 24-12-2005 o godz. 16:14:39 http://www.fotokolaseum.pl
znaczy gdzie ta sztampa? ze już ktos kiedys napisał coś o tym, że istnieja i tacy, co nawet na zetce usiłują zachowac godność? Dla mnie to nie sztampa. Ameryki autor nie odkrywa, fakt, ale tekst zupełnie przyzwoity.

Czy cos się od "tamtej pory" w wojsku zmieniło? Alez oczywiście. Jest cholernie gorzej. Zamiast fali -tsunami. W odróżnieniu od starych czasów biorą teraz do armii róniez i skretyniałych debilio razkryminalistów, faktycznie - zmiana niesamowita.autora niesmiało spytam: kto przysłał to zaproszenie na ślbu? Bo jesli ukochana Marka, to ciagnie to w strone telenoweli (niewiarygodne) jeśli zyczliwy - to rozumiem, widziałem coś bardzo podobnego.




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2014 redakcja.fabryka@gmail.com
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.


Reklama w Portalu Literackim