Javascript Menu by Deluxe-Menu.com
Poezja i proza - Portal Literacki
  Zarejestruj się Strona główna  ·  Twoje konto  ·  Wyślij tekst  


Dzieła wybrane
· Petarda urwała palce /wiersz/ *
· DZIURA /wiersz/ *
· PIEŚŃ ODKUPIENIA /wiersz/ *
· RUTYNA /wiersz/ *
· Eisheauten /wiersz/ * *

[ Dzieła wybrane ]

Nowe recenzje

· DEWIACJA, Cook Robin, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz
· I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ, Gilbert Elizabeth, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna
· INTRUZI, Marshall Michael, Albatros, recenzent: Cichowlas Robert
· OBCY ELEMENT, Zakirov Oleg, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita
· SKANDALE, WANDALE I..., Rachlin Harvey, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Błaszkowska Alina
· ODRĘBNA RZECZYWISTOŚĆ, Castaneda Carlos, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Majewski Janusz
· WYKORZYSTAJ POTĘGĘ PODŚWIADOMOŚCI W PRACY, Murphy Joseph, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz

[ RECENZJE ]


- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne

Przeszukaj stronę



ZAPRENUMERUJ
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail.

NA FORUM
Przeszukaj forum
 
[ Index ]
Ostatnie posty

Jak zbudować zwycięski wiersz? - 2010-07-30 21:29Jak zbudować zwyci...
FAREWELL - 2010-07-30 08:08FAREWELL...
I Ogólnopolski Konkurs na autorską książkę poetycką im. T. Karpowicza - 2010-07-25 18:11I Ogólnopolski Kon...
publikacja , niemoznosc usniecia tekstu a wydawcy itd. - 2010-07-23 09:50publikacja , niemo...
Co oznacza ocena czytelników przy komentarzu? - 2010-07-20 09:32Co oznacza ocena c...
No to się pochwalę, można? - 2010-07-16 19:12No to się pochwalę...
Muzyczne ogórki - 2010-07-16 00:37Muzyczne ogórki...
Literacki rokendrol - 2010-07-15 22:44Literacki rokendro...
Audycja Poetycka - 2010-07-14 13:29Audycja Poetycka...
Lipcowa depesza F-K - 2010-07-12 23:27Lipcowa depesza F-...

Powered by: Splatt Forum V 4.4.0!


REKLAMA



WSPÓŁPRACA













Liryka: KIESZONKOWY MESJASZ /zbiór wierszy/ * * *
Wysłano dnia 12-11-2001 o godz. 11:55:51.

Poezja Autor: Piotr_Czerski

mój bóg

widziałem dziś
mojego boga

miał białe włosy
i zmarszczki na twarzy

mój bóg jest słaby
łamiącym się głosem
prosi o miejsce siedzące
trzęsącą się ręką
szuka oparcia


widziałem dziś
mojego boga
i stałem
z zimnym uśmiechem
czekając
na jego śmierć

[07-97]





schizofrenia

dzieci ciągle krzyczą: 'aeroplany, aeroplany'
i oto dokrzyczały się tego, że codziennie pada deszcz

[słowa chorego na schizofrenię]

a oto nadeszło wybawienie
i pan powiedział do mnie
wstań
nieś moje słowo

a oto nadeszło wybawienie
udało mi się uciec
ze świętej heleny
na kolejnych sto dni

a oto nadeszło wybawienie
skończyła się krwawa wojna
samoloty wroga wplątały się
w moje włosy

siedzę na ławce
duża żółta kula dotyka mnie
promieniami
powiedzieli że teraz
jest lepiej

a ja wiem i tak
za chwilę nadejdzie wybawienie

[06-02-98]






paris paris
(dla moniki)

evviva la republic
mówi stary kloszard
widziany przez mgnienie oka
na placu niedaleko
rue de chamberie

przytuleni do stóp notre dame
długoterminowi turyści
z kieszeniami wypchanymi
marokańskim haszyszem
obmyślają od nowa urządzenie świata

siedzę na podłodze
hotelowego pokoju
popijam dzisiejszy dzień
wczorajszym winem
jutrzejszy papieros
wyciska łzy z oka

razem ze mną płacze
najbardziej samotne miasto świata

[24-10-98]





wczoraj


1.
(pamięci Krzysztofa G.)
wczoraj
zadzwonił do mnie ojciec
kolegi sprzed kilku lat
zapytał ściśniętym głosem
czy nie wiem
gdzie jest jego syn
nie wrócił do domu
to już dwa tygodnie

co miałem powiedzieć
panie co pan
wyglądał trochę inaczej
i dlatego
nikt go nie lubił
nikt tego nie ukrywał
nie rozmawiano z nim
starając się zapomnieć
o wstydliwej prawdzie
że to też człowiek

pewnie teraz leży
pod świeżo spadłym śniegiem
oddając mu resztkę ciepła
swego martwego ciała

nie proszę pana
nie wiem co się z nim stało
mam nadzieję że się wszystko wyjaśni
do widzenia

2.
wczoraj
kiedy wyczerpana leżała
z głową na moim ramieniu
powiedziała
że tak naprawdę nic nie czuje

przytuliła się mocniej
i powtórzyła:
nic nie czuję

prawdziwy mężczyzna
w takim wypadku
zapala papierosa
mówi: tak będzie lepiej
i wychodzi
staranie zamykając drzwi

przypomniały mi się
grafiki brunona schulza
gdzie pełzające kreatury
całują stopy
demonicznych femmes fatale
odrażający widok
pomyślałem
leżąc na ziemi
przyciskając wargi do jej stóp

3.
wczoraj
siedziałem do późnej nocy
trzymając pióro
pieszcząc ręką kartkę
cisza odbijała się w głowie
echem stukrotnym
dojrzewała
rodziła się
krzykiem beznadziei

kartka pozostała czysta
nie zraniłem jej
ani jednym dotknięciem
i tylko ta mokra plamka
na samym środku
jedyne świadectwo
tego że jeszcze czuję

[27-11-98]





rozbitej głowy wspomnienie drugie


powiedziała że podobają się jej moje wiersze
że ona bardzo współ
i właściwie myśli tak samo
i że też zna tę samotność

jednym słowem delikatny pocałunek nocy
z odrobiną bólu istnienia
deszcz liście na ulicy i ideały

cieszę się niezwykle
wreszcie ktoś rozumie
znaczy - ta druga połówka duszy
poczekaj chwilę
ja tylko po wódkę
mamy sobie tyle
a do rana daleko

gdy wróciłem ona właśnie
z takim jednym pod ścianą
co miałem robić
ich kocykiem bo zimno
a wódkę do dna

najgorsze że nawet nie zdążyłem
zaproponować jej tego samego
ale w ramach tych wspólnych ideałów

[10-01-99]





spotkanie

wokół jej nóg szeleści
ta sama spódnica w słoneczniki
dzisiaj pożółkłe i pozbawione liści

oczy w których kiedyś tonąłem
teraz są zbyt płytkie
aby zanurzyć w nich usta

na twarzy widzę zmarszczki
przez chwilę zastanawiam się
które z nich są śladem po mnie

wyciąga rękę która dawniej była
brakującym fragmentem wenus z milo
dzisiaj jest już tylko mapą sinych żył

kochany, nie poznajesz mnie?

nie skłamałem
naprawdę widziałem ją po raz pierwszy

[24-01-99]






rozbitej głowy wspomnienie trzecie

1.
kiedy zamykam oczy
widzę zawsze to samo

przymknięte powieki
usta rozchylone w oczekiwaniu
(przyznaj że czasami
przegryzałaś sobie wargę
kiedy krew kaleczy biel obrusa
można zapomnieć o samotności)
i jeszcze to coś
czego naprawdę nie umiem nazwać

2.
pieszczotliwym ruchem ręki
rozdrapujesz mnie do krwi

zbliżasz twarz i pytasz
co mi właściwie jest
(a jest bo czuję jak boli)

oczy masz przymknięte
i usta znów oczekują
tym razem to ja gryzę sobie wargę
w żałosnej próbie odkupienia

[12-02-99]






pokolenie

My, młodzi starcy schyłku tysiąclecia
wracamy ulicami donikąd nad ranem
spoglądamy w gwiazdy, szukając oparcia,
tęskniąc do krainy nigdy nie poznanej

W samotności połykamy łzy bez smaku
krzyk bezdźwięczny wysyłając ku przestworzom
szare dusze, słabe serca, puste myśli
"i noc, noc deszczowa, i wiatr, i alkohol"

Jutro znowu się spotkamy o północy
beznadziejni lunatycy końca wieku
znów będziemy pili wódkę aż do rana
gorzką rozpacz ukrywając w sztucznym śmiechu.

[15-02-99]





ka

od czterdziestu dni nie napisałem wiersza

dzisiaj wieczorem spotkałem znajomego
(kiedyś powiedział: chciałbym
robić w życiu coś niezwykłego)
mówił że wraca z męki pańskiej

wiem co to męka
chociaż nie wierzę w pana
ani w żadną rzecz która jego jest

tylko w światło
i jego niezmienną w całym wszechświecie
prędkość rozchodzenia się
w próżni takich wieczorów

[21-03-99]





kieszonkowy mesjasz
z palcem
bezczelnie wytkniętym w księżyc
stojąc na ławce parku miejskiego
z trudem bełkoczę wielki monolog

przez pustą widownię
odlatuję w obłoku
wciąż podtrzymując ramionami
mój kawałek nieba

zbawienie świata
po raz kolejny okazało się
być ponad siły kieszonkowego mesjasza

widać urodziłem się specjalnie po to
aby wciąż przeskakiwać piramidy bagnetów
i patrząc spokojnie w lufy karabinów
bez końca oczekiwać
posłańca z ułaskawieniem

[25-03-99]





czwarta dzielnica


Czwarta dzielnica
miejsce które mijam
codziennie
w drodze do Lepszego Jutra

Tutaj na każdym rogu
spotkasz mesjaszy
prometeuszy konradów
Poświęcili swoje życie
aby bez ustanku obmyślać
plany naprawy świata
i przeprowadzać zasadnicze dyskusje
z butelką najtańszego wina w ręce

Wieczorami na ulice
wylegają córki proletariatu
snują się pomiędzy klatkami
blokowiska Marząc o uroczych łajdakach
którzy zechcieliby skrzywdzić je
z brutalnym wdziękiem
Niestety miejscowi złodzieje samochodów
są łajdakami bez krzty uroku

Przed kościołem co rano
spotykają się na apelu poległych
stare kobiety Matki robotnicze
z namaszczeniem odczytują klepsydry
uśmiechają się z niedowierzaniem
nie mogąc znaleźć
swojego nazwiska

Czwarta dzielnica
to takie miejsce
gdzie nawet Aniołowie
mają skrzydła z dykty

[07-04-99]





stowarzyszenie umarłych poetów


ciemnym wieczorem
gdy księżyc wychyla swą twarz
dobrotliwego gnoma
na ulice wypełza
cichy korowód
kieszonkowych mesjaszy

wystają na rogach
w płaszczach zbyt długich
otuleni wonnym dymem z papierosa

w ich pijanych głowach
słychać tajemne szepty
gdy wspominają smak ust
tych jedynych tych najsłodszych

uśmiechając się leciutko
do chwil dawno zapomnianych
oblizują z warg łzy całkiem głupie

a gdy rankiem wschodzi słońce
bledną tak jak niebo blednie
rozmywając się w powietrzu

niepotrzebni zbawiciele już zbawionych

[21-06-99]





ukrzyżowanie

Tego dnia poszedłem dalej O wiele
dalej niż nakazuje logika przetrwania
na kresach miasta
na kresach pojęcia
zobaczyłem Dom
martwy Dom okaleczony
zburzony Bez okien
oślepły

Do jego muru
przybity w pozie zastrzeżonej
ukrzyżowany na cegłach
pluszowy miś

Czysty nowy miś
maskotka zabawka

Jakiś chłopiec podkreślił
śmierć swoją w mężczyźnie
bolało bardziej niż wybicie
przedniego zęba
praktykowane wśród dzikich

Akt strzelisty
pluszowych łapek
żelaznymi gwoździami
na murze ceglanym
klamrą spinający
śmierć i życie

Prehistoryczny instynkt
i cała kultura śródziemnomorska
zamknięte gestem wyzwolenia
w szmacianej maskotce

[30-06-99]





czytając książkę o marku h.
(dla marcina czerkasowa)

Kończy się dzień
kolejny W drodze do nicości

Kawa papierosy
wszystko puste jak Uśmiechnięte
szesnastolatki z okładek gazet
dla dziewcząt Czytam książkę
o Marku Hłasce Kiedy dzwonisz
nazywam cię dziwką i odkładam
słuchawkę Mrużę oczy Sprawdzam
w lustrze czy mam wystarczająco dużo
zmarszczek Zapalam jeszcze jednego
Wydycham dym delektując się
własną brutalnością Kilka minut
później płaczę leżąc na podłodze

Z niego też był taki cyniczny skurwysyn

[12-08-99]





przed wschodem słońca, w pociągu

kobieta siedząca naprzeciwko mnie przerzuca
kartki modlitewnika śliniąc palec wskazujący
jej wargi wymazane szminką nieustannie szepczą
niekończącą się litanię do wszystkich świętych

w przedziale służbowym studenci w czarnych
płaszczach palą marihuanę z rzeźbionej fajki
przypominającej spłaszczony łeb starego węża

czuję na sobie twoje spojrzenie i łapię je
w locie kiedy spuszczasz wzrok nie ustępuję
tak samo jak ty chcę się zakochać
tak jak oni chcę się zapomnieć chcę się zagubić

cholerna metafizyka
nigdy nie daje nam spokoju

[17-11-99]





rachunek

a jeżeli się zabiję?

moja dusza zostanie skazana na wieczne potępienie
przez wszystkie starsze panie z sąsiedztwa; kilka znajomych
licealistek poświęci mi złe wiersze pełne patosu; zostanę bohaterem
legendy żywej przez dwa tygodnie; na pogrzebie koledzy
wzruszą ramionami i pójdą się upić; wszystkie dziewczęta
które kiedyś tak wiele dla mnie znaczyły zdziwią się być może
że jednak

ktoś pomyśli że rozumie; ktoś ziewnie nad gazetą
z moim nekrologiem; ktoś odmówi pacierz bez znaczenia;
ktoś nie zwróci nawet uwagi

a jeżeli się zabiję
to nie będzie doprawdy
zbyt wysoka cena

[18-11-99]





aż do końca

Wiem, że ty też nie pamiętasz tej drogi
krętej, mieniącej się srebrem, która nas przywiodła
do pustego baru na rogu dwóch zapomnianych ulic.
Siedzimy tutaj tylko we dwoje
dokładnie otuleni głęboką ciszą. Ostatnie wielkie słowa
już dawno skryła błyszcząca zasłona alkoholu.
Przyćmiony blask jedynej lampy
oblepia nam włosy spokojem, sina smuga czasu
sączy się leniwie ze źle zgaszonego papierosa.
Dostrzegam twoje oczy
i uśmiecham się do siebie,
wiedząc, że za chwilę,
wiedząc, że już za małą chwilę

tak samo jak dotąd nic się nie wydarzy.

[30-11-99]






wiersz bardzo aktualny
(marcinowi świetlickiemu,
chociaż nie pamiętam, czy czytałem
jakikolwiek jego wiersz w całości)


siedzi przy stoliku, zgarbiony,
z nieodłącznym papierosem w ustach,
śmieje się nerwowo, odsłaniając
pożółkłe zęby, sprawia wrażenie
jakby chciał schować się pod własnym
kołnierzem, gestykuluje przesadnie,
nieustannym wpatrywaniem się w jej
oczy wymusza potakiwanie, mówi,
mówi bezustannie, postmodernizm,
awangarda, literatura i sztuka w całości
i w kawałkach, łaźnia męska kozyry,
wiersze świetlickiego, proza gretkowskiej,
prozac życia i świat potworem,
jeszcze jedna kawa, kolejny papieros,
dalej bryło z posad świata, chociaż
to stare, a trzeba iść do przodu

ona milczy i kiwa głową
zależało jej przecież tylko na seksie

[09-12-99]





apollo

proszę spojrzeć na ten klasyczny profil
na te płatki śniegu otaczające głowę
jak kawałki marmuru

proszę zauważyć
piękno powściągliwej harmonii
zakłóconej tylko trochę
przez zbyt grubo ciosane dłonie
i sine paznokcie

proszę zwrócić uwagę
na wysmakowany chłód
dający się wyczuć w każdym szczególe
zwłaszcza w misternych kryształkach lodu
pokrywających biel ust

zdawać się może że spomiędzy warg
wciąż jeszcze ulatuje ostatni krzyk
twardy i ostry jak grot greckiej strzały

tak proszę państwa
w istocie poza kilkoma szczegółami
nie znajdzie się zbyt wielu różnic
pomiędzy posągiem apollina
a tym trupem bezdomnego

[06-02-00]






róża

dla agnieszki
Kiedy daję jej różę Rzuca
nienawistne spojrzenie
Mrużąc oczy piękniejsze
niż śmierć o czwartej nad ranem

Z pogardą omija banalny urok kwiatu
i przyciska do ust ciernistą łodygę

Płatki warg
rozkwitają

krwawymi kroplami

[11-02-00]





dalsze losy i smutny koniec pana c.

pan c. postarzał się bardzo i poszarzał
idąc powłóczy nogami i z trudem podnosi głowę

od dawna już nie przywołuje imion swoich przodków
jest zbyt mądry aby udzielać jednoznacznych odpowiedzi
zresztą nikt już nie zadaje mu pytań

uprawia teraz pomidory zamiast poezji
wzniosłe chwile przeżywa tylko w windzie

pan c. umiera nieodwołalnie
zdając sobie sprawę ze swojego losu

czuje się jak stara prostytutka
która odsłania wszystko

a przecież na nikim nie robi to wrażenia

[27-02-00]





wspólna modlitwa

Nie przyszedł. Może nie zaprosiłem go
wprost, może nie wyczytał niczego
z grymasu na mojej twarzy, może
zapomniał. Nie wiem.

Na stole wódka, nalewam
dla siebie i dla niego, pomimo,
że przez chwilę się waham, przez moment
nie dowierzam. Na szczęście w porę
przypominam sobie, że on zawsze czekał
na takie chwile zwątpienia.

Mijają godziny, długie godziny nocne,
wciąż go nie ma, wódki ubywa. Nad ranem
sięgam wreszcie po jego kieliszek,
wypijam szybko i przewracam się,
przewracam się na stół, padam na twarz

przed pustym miejscem dla boga.

[03-04-2000]





confiteor

No dobrze, więc jestem poetą. Wybacz,
mówię ci dopiero teraz, kiedy już przeżyliśmy
wszystko, co mogliśmy razem przeżyć. Za chwilę
odwrócę się do ściany, a rano zostanie po tobie
tylko zgniecione prześcieradło i gorycz w ustach.

I pewnie kilka wierszy.

[04,05-04-2000]





tak kończy się noc
(stowarzyszenie umarłych poetów II)
Szarlatanowi, Bufonowi i Taumaturdze

W takie noce wiosenne, przy pełni księżyca,
wylegają na miasto kieszonkowi mesjasze.

Ulicami bez nazw przemykają jak cienie,
uciekając przed światłem w ciemność miękką jak zamsz.

Spod rond kapeluszy błyszczą oczy szalone
morderców, których ręce plami własna krew.

Powiew wiatru unosi zaklęcia i szepty
i jękliwą melodię melancholii d-dur.

A gdy zegar na wieży bije czwartą nad ranem
w ostatnim akordzie urywa się dźwięk:

z cichym brzękiem pękają struny gitar czerwonych
i serca mesjaszy. Tak kończy się noc.

[18-04-2000]






ostatni krok w chmurach

A później, kiedy jej głowa opadła
miękko na moje ramię i kiedy już
oplotła mnie delikatną pajęczyną
pocałunków, a nasze gorące oddechy
spoiły się znowu w jeden spokojny rytm
Wtedy spojrzała mi w oczy i szepnęła:

zawsze chciałam się pieprzyć z poetą

[09-05-2000]





krótki wiersz o miłości

Pociąg kołysze się miarowo.
Za oknami przepływa rzeka
drzew i budynków. Wszystkie one
mają jedną twarz. Twoją. Kocham cię
za to, że się urodziłaś, nienawidzę cię
za to, że umrzesz. Powtarzam to sobie
przez chwilę. Wydaje mi się nagle
że wszystko rozumiem.
Potem zasypiam.

[12-05-2000]





kolejna nieudana próba

I przez tych kilka chwil
kocham cię za to że jesteś
taka jak ona.
Tak samo mrużysz oczy, tak samo
przechylasz głowę kiedy podaję Ci ogień.

Tak samo zawieszasz głos
mówiąc: 'Wyjdź stąd,
nic z tego nie będzie'.

[28-05-2000]






miniaturowa apokalipsa

Nie przeprowadzimy już dzisiaj żadnych zasadniczych rozmów,
ani niczego się od siebie nie dowiemy.
Będziemy tylko sączyć powoli tani alkohol
i wpatrywać się w przestrzeń niewidzącymi oczyma,
czekając z rezygnacją aż odejdą w zapomnienie
najmędrsze księgi naszych młodocianych proroków.
Nasz wielki bunt rozmyje się
jak pogardliwe spojrzenia które rzucamy światu
i dym ze wszystkich papierosów,
wypalonych nocą w oczekiwaniu na nagłe zbawienie.

A rankiem pęknie to sine niebo
i z głuchym trzaskiem runie nam na głowy.

[01,02-06-2000]






południe
(Ewie)

Wiem, co widzisz, ale postaraj się uwierzyć,
cała przestrzeń wyznaczana jest przez słońce
grasujące po Twoich włosach. Pamiętaj o tym
że Bóg jest małym chłopcem po przeciwnej stronie
ulicy. Zamknij oczy i popatrz. Być może
urodziłaś się specjalnie dla tej chwili

a może musisz jeszcze trochę poczekać.

[20-06-2000]





mądrość życiowa

Trzymaj się od tej dziewczyny
z daleka, mówię ci synku, trzymaj się
od niej z daleka. To absolutnie
nie jest dziewczyna dla ciebie:
już teraz ma skłonności do tycia,
za dwadzieścia lat będzie wyglądać okropnie.

[28-06-2000]






iluzje

No powiedz, czy to jednak nie było
zabawne: pijany iluzjonista w czarnym meloniku
wyciągający z kapelusza czterdziestu
małych murzynków. Tak pięknie zaczął się
dzień i zupełnie niepotrzebnie usiedliśmy później
do tej gry w szachy na śmierć i życie
z butelką jako jedynym pionkiem.

[28-06-2000]





subject: posluchaj to do ciebie

Więc tak: obyczaje zmieniają się
z minuty na minutę. Wysyłam Ci maila,
bo tak szybciej i bezpieczniej. Niczego nie wyczytasz
między wierszami, nie zdradzi mnie woń fiołków,
pochylenie liter pisanych niepewną ręką,
ani żadna z szeleszczących tajemnic papieru w kwiaty.

Właściwie nic się nie zmieniło. Nadal piję rano
mocną kawę bez cukru i nadal nie wierzę w Boga.
Może tylko nieco rzadziej niż kiedyś wyruszam
na samotne wieczorne podróże po ulicach, od jednej wyspy
światła ku następnej. Teraz noce spędzam na poddaszu,
obserwując wszechświat przez malutkie okienko
tuż pod sufitem. Nic się nie zmieniło.

Tak samo jak dawniej - zasypiam zawsze
bladym świtem, patrząc w niewyraźną plamę okna.
I tylko krzyk pustki po zarysie Twojej postaci
odciska się kolejnym pęknięciem na zimnej tafli lustra.

[04-07-2000]






18:49, patrząc w chodnik

Wieczór. Szarzeje. Przestrzeń
się spłaszcza. Stoję na chodniku
i pozwalam oblepiać się
przez ciepłą wilgoć zmroku. Myślę
o naszym rozstaniu. Czuję się jakbym widział
nieostrą fotografię. Żadnych konturów,
brzegów, granic. Żadnej linii cienkiej jak ślad
żyletki na skórze.
Nagle pojmuję że wszystko kiedyś się kończy
ale nie zawsze
ma jakieś

zakończenie.

[12-07-2000:17-07-2000]






miłość w czasach popkulury

Czy wiesz że z tej strony
mogę wysłać jeszcze osiem wiadomości sms
ale po co
skoro wystarczą dwa słowa

[17-07-2000]






ziemia obiecana

Rytm naszych spotkań jest miarowy
jak stukot kół pociągu i podobnie jak on
wyznaczany przez rozkład jazdy, dwie tablice.
One są prawem, któremu musimy być posłuszni.
Siwobrody zawiadowca-Mojżesz patrzy na nas
z szorstką surowością. A nam pozostaje czekać
na Ziemię Obiecaną. To jedno co nam pozostaje.

[18-07-2000]





dekalog

Przyznaję, nie ma dla mnie boga
nad Ciebie. Twojego imienia nigdy nie wymawiam
nadaremno. Każdy dzień w którym jestem w Tobie
jest świętym. Wielbię w Tobie matkę. Wiem na pewno,
że nie pozwolę zabić jeśli się zdarzy.
(A może się zdarzyć, skoro każde łóżko jest nasze).
Nie kradnę niczego prócz ciepła Twojej skóry
i zapachu włosów. Kłamstwo nie brudzi moich ust
bo niegodne byłyby smaku Twoich. Nie pożądam innych,
bo nie ma dla mnie żadnej innej. Ani
niczego innego. Amen.

[18-07-2000]





porozmawiajmy jak dorośli. zostańmy
przyjaciółmi.
Negocjujemy warunki powrotu
do przeszłości, odcinek drugi. Nasze gesty
są wyważone i jednoznaczne, a każdy uśmiech
obwarowany przez szczegółowe ustalenia.
Wszystko po to, żebyśmy przypadkiem nie zrobili
czegoś zbędnego, wszystko po to żeby uniknąć
ofiar w ludziach.

[20-07-2000]





matka

Ciągle mnie prosi
żebym chociaż raz napisał wiersz
dla niej i o niej. A przecież
wciąż się śmieje z tego mojego
pisania i mówi, że tak każdy
potrafi. I w ten sposób sama sobie
odbiera nieśmiertelność.

[19-08-2000]





kołysanka dla ewy
Kieszonkowej Femme Fatale


Przyjdź tutaj cicho i miękkim pocałunkiem
ułóż się tuż obok. Przyciśnij wargi do moich,
ciepłym koniuszkiem języka opowiedz moim ustom
o wszystkich swoich dziennych sprawach.
Ogarnę ramieniem całą pustkę, delikatną pieszczotą
palców rozświetlę myśli, w płatek ucha tchnę otuchą.

I umrzemy przytuleni, bezszelestnie, bezszmerowo,
żeby nie zbudzić zwątpienia, co drzemie tuż obok.

[14-08-2000]






rozstanie

Jaka to jednak szkoda, że już nie ja,
nie mnie, nie ze mną. Telefon uparcie
milczy, zegar wręcz przeciwnie: Tik tak
tik tak - komu tak, komu bije dzwon
a komu tylko dzwoni budzik? Czas
jak miękki okład na obolałej głowie, czas
jak czarna chustka na oczach skazańca.
Ostatnie życzenie, jak zwykle,
papieros.

[22-08-00]





kieszonkowy mesjasz prowadzi monolog
z panem cogito

Iść dokąd poszli tamci,
do knajpy za rogiem? Czy może
samotnie brnąć przez noc i ulice
zmieniając kierunek w harmonii z bezładem
ciepłych kropel deszczu spływających po twarzy?

Mija północ i nagle całkiem nie wiadomo
co zrobić z tak przyjemnie rozpoczętym życiem.
O kilka wierszy za wiele. Zbyt dobrze poznany
słodki smak krwi sączącej się z Ciebie.
Pozostał popiół i dźwięczące w głowie 'in vino veritas,
alea iacta est. Et gloria victis'.


Tymczasem tutaj. Gasnący papieros,
jedyny punkt oparcia w gęstniejącym mroku.

Nie myśleć. Iść.

[25/26-08-2000]






pieśń dni ostatnich

Oto są dni ostatnie. Niewidzialny deszcz
małych, żółtych kwiatów, pachnących melancholią.
Strzelista katedra z powietrza, wisząca w zadumie
tuż nad Twoją głową - i ochrypła cisza trąbki
z Orkiestry Wszystkich Świętych, której ostry bezdźwięk
pnie się do góry z dumą pordzewiałych monumentów.

Oto są dni ostatnie. Uporczywa bezsenność
która każe mi w blasku świec i z różą w smukłej przecież dłoni
krzywić twarz trupiobladą, wpatrując się w lustro.
To jak muzyka. Błyskawiczne crescenda grymasów
kończące się brawurowym finałem: wąską linią krwi
płynącą powoli z rozgryzionej wargi.

Oto są dni ostatnie. Ciemność wibrująca
jak nagie ostrze sztyletu, rodząca się w bólu
z lodowatej perfekcji kryształu w zegarze.
Kataklizm świtu, burzący słonecznym podmuchem
ustalony przez noc porządek świata zjaw i cieni,
milczących gości mych godzin wieczornych.

Oto są dni ostatnie, powtarzam nieustannie -
brzdąkając na gitarze, w której, miast strun wyprężonych,
nawleczone są długie nici pajęcze. Oto dni ostatnie! -
próbuję wyszeptać ustami obleczonymi zbyt grubo
w purpurę Twojej szminki, rdzawy nalot czasu -
i gęstą, dławiącą lepkość niedobrych metafor.

[02/03-09-2000]





saranagajama
Wszystkie skróty myślowe prowadzą do Ciebie zauważam
kiedy stoję w cholernie zimne popołudnie na peronie
szybkiej kolei miejskiej i gapię się na plakat z dziewczyną
Playboya, która wygląda jak prawdziwa bogini

Saranagajama. Nogi ma wyprężone jak w bolesnym skurczu
albo jak gdyby dźwigała na ramionach nieznośny ciężar
spojrzeń. Zalotnie ukazuje nieskazitelną biel swoich ud,
z których usunięto czarne skazy włosków; talię strzelistą i wąską
jak bramy niebios przez które nigdy się nie przecisnę
i swoje łono, płaskie, zupełnie płaskie, idealnie płaskie,
tak niewiarygodnie płaskie że zda się
papierowe.

[18-09-00]





przypowieść

Pytasz mnie, czy mógłbym się w tobie znowu zakochać,
po tym wszystkim co kiedyś przez ciebie przeszedłem,
więc odpowiadam, że chyba tak. Tylko pomyśl najpierw
co się stanie kiedy wszystko się skończy. Zrozum
że wtedy na pewno się zabiję. Zresztą - może wcale nie.
Być może tylko ziewnę, otworzę gazetę i przełączę
kanał w telewizorze. A to będzie jeszcze gorsze.

Jeżeli nie rozumiesz o czym mówię spróbuj sobie wyobrazić
Jezusa, który wypełnia plan i powtórnie przychodzi na ziemię
ale zanim zdąży cokolwiek powiedzieć, kogokolwiek uzdrowić
i umrzeć męczeńsko w glorii i chwale przejeżdża Go ciężarówka
wypełniona żwirem.

[19-09-00]





rozczarowanie

Czasem myślę o tych wszystkich nocach, kiedy
całe życie mieściło się na styku moich palców
i twoich piersi, kiedy nad ranem stałem z głową
opartą na szybie, zamieniony w słuch i dotyk
i księżyc nad miastem - i kiedy mówiliśmy do siebie
używając dialogów z 'Gry w klasy' Cortazara a przecież
ani ja ani ty nie czytaliśmy nigdy 'Gry w klasy'.
Czasem myślę o tym wszystkim i dochodzę do wniosku,
że przecież udało mi się wycisnąć z tego kilka
niezłych, sądzę, wierszy, więc tak czy inaczej
jestem do przodu.

[03-10-2000]





wiersz do twórcy 'bielizny ewy' i 'między nami'
oczywiście michałowi kaczyńskiemu

drogi michale wybacz proszę tę poufałość
nie wiem jak zacząć więc powiem po prostu
przeczytałem w "lampie i iskrze bożej" numer
szesnaście w nawiasie dwadzieścia jeden dwa
twoje wiersze

nie chciałbym żeby to co zaraz powiem
źle wpłynęło na nasz wzajemny
całkowity brak stosunków nic z tych rzeczy
nie pomyśl też przypadkiem że ja
nie rozumiem albo nie wiem o co chodzi

chociaż nie mieszkam na mokotowie ani
żoliborzu ani ochocie ani nawet na pradze
czy to ma jednak takie duże znaczenie?
nie sądzę, doprawdy, taki na przykład
gdańsk albo elbląg w nocy też jest smutny
brudny ciemny i nic tylko nocne autobusy
albo wydawanie pieniędzy w knajpach i
spelunkach z oczami wlepionymi w tyłki
panienek które tutaj są tak samo głupie
jak u was

wybacz mi michale ten długi wstęp musiałem
powiedzieć ci to wszystko żeby nastawić cię
pokojowo odprężyć i zrelaksować

widzisz michale to nie takie proste bo jak
ci wytłumaczyć że jakaś tam poetka z krakowa
imieniem agata to nie jest moja dziewczyna nigdy
z nią nie piłem nigdy nie paliłem marihuany
na rynku a nawet nigdy jej nie przerżnąłem
nawet ten jeden jedyny raz i w ogóle jej nie znam

chodzi mi tylko o to michale tylko i wyłącznie
o to że zupełnie nie rozumiem dlaczego masz za złe
brak momentów w jej wierszach przecież samo życie
co chwila podsuwa nam momentów do wyrzygania jak choćby
moment w którym zapalają się wszystkie latarnie w mieście
(czy jak tam drze mordę ów sławny szansonista) moment
w którym nagle jesteś zupełnie sam o dwudziestej
trzeciej minut trzydzieści osiem i nawet nie ma
się z kim napić albo moment kiedy (na to czekałeś)
ona wstydliwie bierze jego penisa do ręki a on ożywa
i zaczyna się prężyć i powstawać z upadłych

drogi michale pozostaję z szacunkiem
zwłaszcza że masz ładne imię i pewnie jesteś
całkiem fajnym kolesiem z żoliborza mokotowa
ochoty albo pragi tylko michale zrozum
nie interesuje mnie twoja bielizna ani co lubisz
wkładać na rozbierane randki ani przez ile stacji
metra musisz na taką randkę przejechać

drogi michale nie sądź że pragnę z ciebie zakpić
szanuję twój bunt (widzisz michale przypadkiem
dotknąłem ważnej kwestii bo widzisz michale ja nigdy
się nie buntowałem przeciwko systemowi przeciwko
zasranej zastanej rzeczywistości widzisz michale nawet
przeciwko głupiej poezji także się nie buntowałem
tylko raz jeden przeciwko mojej dziewczynie
ale to nieważne i całkiem nie ma znaczenia) i ja także
pragnę pisać o nocach w wielkim mieście
ale co mogę na to poradzić
że najbardziej lubię komuś w wierszu zdrowo przypierdolić

[05-10-2000]



Notatka: Jest to przykład, młodej, zbuntowanej, atakującej cały świat i nawet konkretnych ludzi, poezji. Tyle, że pomimo buntu autor nie popada w charakterystyczną dla młodego pokolenia pretensjonalność. Wydaje się autentyczny i co ważne niezależny od ogólnej buntowniczej mody. Deklaruje swoją odrębność od pokolenia współczesności. Jednym z podstawowych tematów tego wyboru jest miłość, ale nie są to zwyczajne erotyki - przesączone są przez ścierkę specyficznej, nie powiem oryginalnej, ale na pewno niecodziennej w swym moralnym ekshibicjonizmie, filozofii kieszonkowego mesjasza. O co chodzi z tym mesjaszem wyjaśni lektura, w której erotyzm łączy się w niecodzienny sposób z tradycyjnymi wyobrażeniami religijnymi, które autor egocentrycznie odnosi do siebie.

 
Oceny artykułu
Wynik głosowania: 3.66
Głosów: 15


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Wersja do druku Wersja do druku


Użytkownicy, którzy dodali ten tekst do swoich ulubionych:

flamenco
MichalTylka


"Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | komentarz 1 | Szukaj
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

R E K L A M A

Re: KIESZONKOWY MESJASZ /zbiór wierszy/ * * * (Ocena czytelników: 1)
przez MichalTylka dnia 26-11-2007 o godz. 18:39:30
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://myspace.com/zespolcorsakova
Nie widziałem nic lepszego na tym portalu. A właśnie teraz słucham Towarów Zastępczych.


[ Odpowiedz na to ]




Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.

Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.

AntySpam | Walcz ze spamem! Kliknij tutaj!


PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.

Twoja strona na wyciągnięcie ręki