Autor: Piotr_Czerski
mój
bóg
widziałem
dziś
mojego boga
miał białe włosy
i zmarszczki na
twarzy
mój bóg jest słaby
łamiącym się
głosem
prosi o miejsce siedzące
trzęsącą się ręką
szuka
oparcia
widziałem dziś
mojego boga
i stałem
z zimnym
uśmiechem
czekając
na jego śmierć
[07-97]

schizofrenia
dzieci
ciągle krzyczą: 'aeroplany, aeroplany'
i oto dokrzyczały się tego,
że codziennie pada deszcz
[słowa chorego na schizofrenię]
a
oto nadeszło wybawienie
i pan powiedział do mnie
wstań
nieś
moje słowo
a oto nadeszło wybawienie
udało mi się uciec
ze
świętej heleny
na kolejnych sto dni
a oto nadeszło
wybawienie
skończyła się krwawa wojna
samoloty wroga wplątały
się
w moje włosy
siedzę na ławce
duża żółta kula
dotyka mnie
promieniami
powiedzieli że teraz
jest lepiej
a
ja wiem i tak
za chwilę nadejdzie wybawienie
[06-02-98]

paris
paris
(dla moniki)
evviva
la republic
mówi stary kloszard
widziany przez mgnienie
oka
na placu niedaleko
rue de chamberie
przytuleni do
stóp notre dame
długoterminowi turyści
z kieszeniami
wypchanymi
marokańskim haszyszem
obmyślają od nowa urządzenie
świata
siedzę na podłodze
hotelowego pokoju
popijam
dzisiejszy dzień
wczorajszym winem
jutrzejszy papieros
wyciska
łzy z oka
razem ze mną płacze
najbardziej samotne miasto
świata
[24-10-98]

wczoraj
1.
(pamięci
Krzysztofa G.)
wczoraj
zadzwonił do mnie ojciec
kolegi
sprzed kilku lat
zapytał ściśniętym głosem
czy nie wiem
gdzie
jest jego syn
nie wrócił do domu
to już dwa tygodnie
co
miałem powiedzieć
panie co pan
wyglądał trochę inaczej
i
dlatego
nikt go nie lubił
nikt tego nie ukrywał
nie
rozmawiano z nim
starając się zapomnieć
o wstydliwej
prawdzie
że to też człowiek
pewnie teraz leży
pod świeżo
spadłym śniegiem
oddając mu resztkę ciepła
swego martwego
ciała
nie proszę pana
nie wiem co się z nim stało
mam
nadzieję że się wszystko wyjaśni
do widzenia
2.
wczoraj
kiedy
wyczerpana leżała
z głową na moim ramieniu
powiedziała
że
tak naprawdę nic nie czuje
przytuliła się mocniej
i
powtórzyła:
nic nie czuję
prawdziwy mężczyzna
w
takim wypadku
zapala papierosa
mówi: tak będzie lepiej
i
wychodzi
staranie zamykając drzwi
przypomniały mi
się
grafiki brunona schulza
gdzie pełzające kreatury
całują
stopy
demonicznych femmes fatale
odrażający
widok
pomyślałem
leżąc na ziemi
przyciskając wargi do jej
stóp
3.
wczoraj
siedziałem do późnej
nocy
trzymając pióro
pieszcząc ręką kartkę
cisza
odbijała się w głowie
echem stukrotnym
dojrzewała
rodziła
się
krzykiem beznadziei
kartka pozostała czysta
nie
zraniłem jej
ani jednym dotknięciem
i tylko ta mokra plamka
na
samym środku
jedyne świadectwo
tego że jeszcze
czuję
[27-11-98]

rozbitej
głowy wspomnienie drugie
powiedziała
że podobają się jej moje wiersze
że ona bardzo współ
i
właściwie myśli tak samo
i że też zna tę samotność
jednym
słowem delikatny pocałunek nocy
z odrobiną bólu
istnienia
deszcz liście na ulicy i ideały
cieszę się
niezwykle
wreszcie ktoś rozumie
znaczy - ta druga połówka
duszy
poczekaj chwilę
ja tylko po wódkę
mamy sobie
tyle
a do rana daleko
gdy wróciłem ona właśnie
z
takim jednym pod ścianą
co miałem robić
ich kocykiem bo zimno
a
wódkę do dna
najgorsze że nawet nie
zdążyłem
zaproponować jej tego samego
ale w ramach tych
wspólnych ideałów
[10-01-99]

spotkanie
wokół
jej nóg szeleści
ta sama spódnica w
słoneczniki
dzisiaj pożółkłe i pozbawione liści
oczy
w których kiedyś tonąłem
teraz są zbyt płytkie
aby
zanurzyć w nich usta
na twarzy widzę zmarszczki
przez
chwilę zastanawiam się
które z nich są śladem po
mnie
wyciąga rękę która dawniej była
brakującym
fragmentem wenus z milo
dzisiaj jest już tylko mapą sinych
żył
kochany, nie poznajesz mnie?
nie skłamałem
naprawdę
widziałem ją po raz pierwszy
[24-01-99]

rozbitej
głowy wspomnienie trzecie
1.
kiedy
zamykam oczy
widzę zawsze to samo
przymknięte powieki
usta
rozchylone w oczekiwaniu
(przyznaj że czasami
przegryzałaś
sobie wargę
kiedy krew kaleczy biel obrusa
można zapomnieć o
samotności)
i jeszcze to coś
czego naprawdę nie umiem
nazwać
2.
pieszczotliwym ruchem ręki
rozdrapujesz mnie
do krwi
zbliżasz twarz i pytasz
co mi właściwie jest
(a
jest bo czuję jak boli)
oczy masz przymknięte
i usta znów
oczekują
tym razem to ja gryzę sobie wargę
w żałosnej próbie
odkupienia
[12-02-99]

pokolenie
My,
młodzi starcy schyłku tysiąclecia
wracamy ulicami donikąd nad
ranem
spoglądamy w gwiazdy, szukając oparcia,
tęskniąc do
krainy nigdy nie poznanej
W samotności połykamy łzy bez
smaku
krzyk bezdźwięczny wysyłając ku przestworzom
szare dusze,
słabe serca, puste myśli
"i noc, noc deszczowa, i wiatr, i
alkohol"
Jutro znowu się spotkamy o północy
beznadziejni
lunatycy końca wieku
znów będziemy pili wódkę aż do
rana
gorzką rozpacz ukrywając w sztucznym śmiechu.
[15-02-99]

męka
od
czterdziestu dni nie napisałem wiersza
dzisiaj wieczorem
spotkałem znajomego
(kiedyś powiedział: chciałbym
robić w życiu
coś niezwykłego)
mówił że wraca z męki pańskiej
wiem
co to męka
chociaż nie wierzę w pana
ani w żadną rzecz która
jego jest
tylko w światło
i jego niezmienną w całym
wszechświecie
prędkość rozchodzenia się
w próżni takich
wieczorów
[21-03-99]

kieszonkowy
mesjasz
z palcem
bezczelnie wytkniętym w księżyc
stojąc na
ławce parku miejskiego
z trudem bełkoczę wielki monolog
przez
pustą widownię
odlatuję w obłoku
wciąż podtrzymując
ramionami
mój kawałek nieba
zbawienie świata
po
raz kolejny okazało się
być ponad siły kieszonkowego
mesjasza
widać urodziłem się specjalnie po to
aby wciąż
przeskakiwać piramidy bagnetów
i patrząc spokojnie w lufy
karabinów
bez końca oczekiwać
posłańca z
ułaskawieniem
[25-03-99]

czwarta
dzielnica
Czwarta
dzielnica
miejsce które mijam
codziennie
w drodze do
Lepszego Jutra
Tutaj na każdym rogu
spotkasz
mesjaszy
prometeuszy konradów
Poświęcili swoje życie
aby
bez ustanku obmyślać
plany naprawy świata
i przeprowadzać
zasadnicze dyskusje
z butelką najtańszego wina w ręce
Wieczorami
na ulice
wylegają córki proletariatu
snują się pomiędzy
klatkami
blokowiska Marząc o uroczych łajdakach
którzy
zechcieliby skrzywdzić je
z brutalnym wdziękiem
Niestety
miejscowi złodzieje samochodów
są łajdakami bez krzty
uroku
Przed kościołem co rano
spotykają się na apelu
poległych
stare kobiety Matki robotnicze
z namaszczeniem
odczytują klepsydry
uśmiechają się z niedowierzaniem
nie mogąc
znaleźć
swojego nazwiska
Czwarta dzielnica
to takie
miejsce
gdzie nawet Aniołowie
mają skrzydła z dykty
[07-04-99]

stowarzyszenie
umarłych poetów
ciemnym
wieczorem
gdy księżyc wychyla swą twarz
dobrotliwego gnoma
na
ulice wypełza
cichy korowód
kieszonkowych
mesjaszy
wystają na rogach
w płaszczach zbyt
długich
otuleni wonnym dymem z papierosa
w ich pijanych
głowach
słychać tajemne szepty
gdy wspominają smak ust
tych
jedynych tych najsłodszych
uśmiechając się leciutko
do
chwil dawno zapomnianych
oblizują z warg łzy całkiem głupie
a
gdy rankiem wschodzi słońce
bledną tak jak niebo
blednie
rozmywając się w powietrzu
niepotrzebni zbawiciele
już zbawionych
[21-06-99]

ukrzyżowanie
Tego
dnia poszedłem dalej O wiele
dalej niż nakazuje logika
przetrwania
na kresach miasta
na kresach pojęcia
zobaczyłem
Dom
martwy Dom okaleczony
zburzony Bez okien
oślepły
Do
jego muru
przybity w pozie zastrzeżonej
ukrzyżowany na
cegłach
pluszowy miś
Czysty nowy miś
maskotka
zabawka
Jakiś chłopiec podkreślił
śmierć swoją w
mężczyźnie
bolało bardziej niż wybicie
przedniego
zęba
praktykowane wśród dzikich
Akt
strzelisty
pluszowych łapek
żelaznymi gwoździami
na murze
ceglanym
klamrą spinający
śmierć i życie
Prehistoryczny
instynkt
i cała kultura śródziemnomorska
zamknięte
gestem wyzwolenia
w szmacianej maskotce
[30-06-99]

czytając
książkę o marku h.
(dla marcina czerkasowa)
Kończy
się dzień
kolejny W drodze do nicości
Kawa
papierosy
wszystko puste jak Uśmiechnięte
szesnastolatki z
okładek gazet
dla dziewcząt Czytam książkę
o Marku Hłasce Kiedy
dzwonisz
nazywam cię dziwką i odkładam
słuchawkę Mrużę oczy
Sprawdzam
w lustrze czy mam wystarczająco dużo
zmarszczek
Zapalam jeszcze jednego
Wydycham dym delektując się
własną
brutalnością Kilka minut
później płaczę leżąc na
podłodze
Z niego też był taki cyniczny skurwysyn
[12-08-99]

przed
wschodem słońca, w pociągu
kobieta
siedząca naprzeciwko mnie przerzuca
kartki modlitewnika śliniąc
palec wskazujący
jej wargi wymazane szminką nieustannie
szepczą
niekończącą się litanię do wszystkich świętych
w
przedziale służbowym studenci w czarnych
płaszczach palą marihuanę
z rzeźbionej fajki
przypominającej spłaszczony łeb starego
węża
czuję na sobie twoje spojrzenie i łapię je
w locie
kiedy spuszczasz wzrok nie ustępuję
tak samo jak ty chcę się
zakochać
tak jak oni chcę się zapomnieć chcę się zagubić
cholerna
metafizyka
nigdy nie daje nam spokoju
[17-11-99]

rachunek
a
jeżeli się zabiję?
moja dusza zostanie skazana na wieczne
potępienie
przez wszystkie starsze panie z sąsiedztwa; kilka
znajomych
licealistek poświęci mi złe wiersze pełne patosu;
zostanę bohaterem
legendy żywej przez dwa tygodnie; na pogrzebie
koledzy
wzruszą ramionami i pójdą się upić; wszystkie
dziewczęta
które kiedyś tak wiele dla mnie znaczyły zdziwią
się być może
że jednak
ktoś pomyśli że rozumie; ktoś
ziewnie nad gazetą
z moim nekrologiem; ktoś odmówi pacierz
bez znaczenia;
ktoś nie zwróci nawet uwagi
a jeżeli
się zabiję
to nie będzie doprawdy
zbyt wysoka cena
[18-11-99]

aż
do końca
Wiem,
że ty też nie pamiętasz tej drogi
krętej, mieniącej się srebrem,
która nas przywiodła
do pustego baru na rogu dwóch
zapomnianych ulic.
Siedzimy tutaj tylko we dwoje
dokładnie
otuleni głęboką ciszą. Ostatnie wielkie słowa
już dawno skryła
błyszcząca zasłona alkoholu.
Przyćmiony blask jedynej
lampy
oblepia nam włosy spokojem, sina smuga czasu
sączy się
leniwie ze źle zgaszonego papierosa.
Dostrzegam twoje oczy
i
uśmiecham się do siebie,
wiedząc, że za chwilę,
wiedząc, że już
za małą chwilę
tak samo jak dotąd nic się nie
wydarzy.
[30-11-99]

wiersz
bardzo aktualny
(marcinowi świetlickiemu,
chociaż nie
pamiętam, czy czytałem
jakikolwiek jego wiersz w całości)
siedzi
przy stoliku, zgarbiony,
z nieodłącznym papierosem w
ustach,
śmieje się nerwowo, odsłaniając
pożółkłe zęby,
sprawia wrażenie
jakby chciał schować się pod własnym
kołnierzem,
gestykuluje przesadnie,
nieustannym wpatrywaniem się w jej
oczy
wymusza potakiwanie, mówi,
mówi bezustannie,
postmodernizm,
awangarda, literatura i sztuka w całości
i w
kawałkach, łaźnia męska kozyry,
wiersze świetlickiego, proza
gretkowskiej,
prozac życia i świat potworem,
jeszcze jedna
kawa, kolejny papieros,
dalej bryło z posad świata, chociaż
to
stare, a trzeba iść do przodu
ona milczy i kiwa głową
zależało
jej przecież tylko na seksie
[09-12-99]

apollo
proszę
spojrzeć na ten klasyczny profil
na te płatki śniegu otaczające
głowę
jak kawałki marmuru
proszę zauważyć
piękno
powściągliwej harmonii
zakłóconej tylko trochę
przez
zbyt grubo ciosane dłonie
i sine paznokcie
proszę zwrócić
uwagę
na wysmakowany chłód
dający się wyczuć w każdym
szczególe
zwłaszcza w misternych kryształkach
lodu
pokrywających biel ust
zdawać się może że spomiędzy
warg
wciąż jeszcze ulatuje ostatni krzyk
twardy i ostry jak
grot greckiej strzały
tak proszę państwa
w istocie poza
kilkoma szczegółami
nie znajdzie się zbyt wielu
różnic
pomiędzy posągiem apollina
a tym trupem
bezdomnego
[06-02-00]

róża
dla
agnieszki
Kiedy daję jej różę Rzuca
nienawistne
spojrzenie
Mrużąc oczy piękniejsze
niż śmierć o czwartej nad
ranem
Z pogardą omija banalny urok kwiatu
i przyciska do
ust ciernistą łodygę
Płatki warg
rozkwitają
krwawymi
kroplami
[11-02-00]

dalsze
losy i smutny koniec pana c.
pan
c. postarzał się bardzo i poszarzał
idąc powłóczy nogami i
z trudem podnosi głowę
od dawna już nie przywołuje imion
swoich przodków
jest zbyt mądry aby udzielać jednoznacznych
odpowiedzi
zresztą nikt już nie zadaje mu pytań
uprawia
teraz pomidory zamiast poezji
wzniosłe chwile przeżywa tylko w
windzie
pan c. umiera nieodwołalnie
zdając sobie sprawę ze
swojego losu
czuje się jak stara prostytutka
która
odsłania wszystko
a przecież na nikim nie robi to
wrażenia
[27-02-00]

wspólna
modlitwa
Nie
przyszedł. Może nie zaprosiłem go
wprost, może nie wyczytał
niczego
z grymasu na mojej twarzy, może
zapomniał. Nie
wiem.
Na stole wódka, nalewam
dla siebie i dla
niego, pomimo,
że przez chwilę się waham, przez moment
nie
dowierzam. Na szczęście w porę
przypominam sobie, że on zawsze
czekał
na takie chwile zwątpienia.
Mijają godziny, długie
godziny nocne,
wciąż go nie ma, wódki ubywa. Nad
ranem
sięgam wreszcie po jego kieliszek,
wypijam szybko i
przewracam się,
przewracam się na stół, padam na
twarz
przed pustym miejscem dla boga.
[03-04-2000]

confiteor
No
dobrze, więc jestem poetą. Wybacz,
mówię ci dopiero teraz,
kiedy już przeżyliśmy
wszystko, co mogliśmy razem przeżyć. Za
chwilę
odwrócę się do ściany, a rano zostanie po
tobie
tylko zgniecione prześcieradło i gorycz w ustach.
I
pewnie kilka wierszy.
[04,05-04-2000]

tak
kończy się noc
(stowarzyszenie umarłych poetów
II)
Szarlatanowi, Bufonowi i Taumaturdze
W
takie noce wiosenne, przy pełni księżyca,
wylegają na miasto
kieszonkowi mesjasze.
Ulicami bez nazw przemykają jak
cienie,
uciekając przed światłem w ciemność miękką jak
zamsz.
Spod rond kapeluszy błyszczą oczy szalone
morderców,
których ręce plami własna krew.
Powiew wiatru unosi
zaklęcia i szepty
i jękliwą melodię melancholii d-dur.
A
gdy zegar na wieży bije czwartą nad ranem
w ostatnim akordzie
urywa się dźwięk:
z cichym brzękiem pękają struny gitar
czerwonych
i serca mesjaszy. Tak kończy się noc.
[18-04-2000]

ostatni
krok w chmurach
A
później, kiedy jej głowa opadła
miękko na moje ramię i
kiedy już
oplotła mnie delikatną pajęczyną
pocałunków, a
nasze gorące oddechy
spoiły się znowu w jeden spokojny rytm
Wtedy
spojrzała mi w oczy i szepnęła:
zawsze chciałam się pieprzyć z
poetą
[09-05-2000]

krótki
wiersz o miłości
Pociąg
kołysze się miarowo.
Za oknami przepływa rzeka
drzew i
budynków. Wszystkie one
mają jedną twarz. Twoją. Kocham
cię
za to, że się urodziłaś, nienawidzę cię
za to, że umrzesz.
Powtarzam to sobie
przez chwilę. Wydaje mi się nagle
że
wszystko rozumiem.
Potem zasypiam.
[12-05-2000]

kolejna
nieudana próba
I
przez tych kilka chwil
kocham cię za to że jesteś
taka jak
ona.
Tak samo mrużysz oczy, tak samo
przechylasz głowę kiedy
podaję Ci ogień.
Tak samo zawieszasz głos
mówiąc:
'Wyjdź stąd,
nic z tego nie będzie'.
[28-05-2000]

miniaturowa
apokalipsa
Nie
przeprowadzimy już dzisiaj żadnych zasadniczych rozmów,
ani
niczego się od siebie nie dowiemy.
Będziemy tylko sączyć powoli
tani alkohol
i wpatrywać się w przestrzeń niewidzącymi
oczyma,
czekając z rezygnacją aż odejdą w zapomnienie
najmędrsze
księgi naszych młodocianych proroków.
Nasz wielki bunt
rozmyje się
jak pogardliwe spojrzenia które rzucamy
światu
i dym ze wszystkich papierosów,
wypalonych nocą w
oczekiwaniu na nagłe zbawienie.
A rankiem pęknie to sine
niebo
i z głuchym trzaskiem runie nam na głowy.
[01,02-06-2000]

południe
(Ewie)
Wiem,
co widzisz, ale postaraj się uwierzyć,
cała przestrzeń wyznaczana
jest przez słońce
grasujące po Twoich włosach. Pamiętaj o tym
że
Bóg jest małym chłopcem po przeciwnej stronie
ulicy.
Zamknij oczy i popatrz. Być może
urodziłaś się specjalnie dla tej
chwili
a może musisz jeszcze trochę poczekać.
[20-06-2000]

mądrość
życiowa
Trzymaj
się od tej dziewczyny
z daleka, mówię ci synku, trzymaj
się
od niej z daleka. To absolutnie
nie jest dziewczyna dla
ciebie:
już teraz ma skłonności do tycia,
za dwadzieścia lat
będzie wyglądać okropnie.
[28-06-2000]

iluzje
No
powiedz, czy to jednak nie było
zabawne: pijany iluzjonista w
czarnym meloniku
wyciągający z kapelusza czterdziestu
małych
murzynków. Tak pięknie zaczął się
dzień i zupełnie
niepotrzebnie usiedliśmy później
do tej gry w szachy na
śmierć i życie
z butelką jako jedynym pionkiem.
[28-06-2000]

subject:
posluchaj to do ciebie
Więc
tak: obyczaje zmieniają się
z minuty na minutę. Wysyłam Ci
maila,
bo tak szybciej i bezpieczniej. Niczego nie
wyczytasz
między wierszami, nie zdradzi mnie woń
fiołków,
pochylenie liter pisanych niepewną ręką,
ani
żadna z szeleszczących tajemnic papieru w kwiaty.
Właściwie
nic się nie zmieniło. Nadal piję rano
mocną kawę bez cukru i nadal
nie wierzę w Boga.
Może tylko nieco rzadziej niż kiedyś
wyruszam
na samotne wieczorne podróże po ulicach, od jednej
wyspy
światła ku następnej. Teraz noce spędzam na
poddaszu,
obserwując wszechświat przez malutkie okienko
tuż pod
sufitem. Nic się nie zmieniło.
Tak samo jak dawniej - zasypiam
zawsze
bladym świtem, patrząc w niewyraźną plamę okna.
I tylko
krzyk pustki po zarysie Twojej postaci
odciska się kolejnym
pęknięciem na zimnej tafli lustra.
[04-07-2000]

18:49,
patrząc w chodnik
Wieczór.
Szarzeje. Przestrzeń
się spłaszcza. Stoję na chodniku
i
pozwalam oblepiać się
przez ciepłą wilgoć zmroku. Myślę
o
naszym rozstaniu. Czuję się jakbym widział
nieostrą fotografię.
Żadnych konturów,
brzegów, granic. Żadnej linii
cienkiej jak ślad
żyletki na skórze.
Nagle pojmuję że
wszystko kiedyś się kończy
ale nie zawsze
ma
jakieś
zakończenie.
[12-07-2000:17-07-2000]

miłość
w czasach popkulury
Czy
wiesz że z tej strony
mogę wysłać jeszcze osiem wiadomości sms
ale
po co
skoro wystarczą dwa słowa
[17-07-2000]

ziemia
obiecana
Rytm
naszych spotkań jest miarowy
jak stukot kół pociągu i
podobnie jak on
wyznaczany przez rozkład jazdy, dwie tablice.
One
są prawem, któremu musimy być posłuszni.
Siwobrody
zawiadowca-Mojżesz patrzy na nas
z szorstką surowością. A nam
pozostaje czekać
na Ziemię Obiecaną. To jedno co nam
pozostaje.
[18-07-2000]

dekalog
Przyznaję,
nie ma dla mnie boga
nad Ciebie. Twojego imienia nigdy nie
wymawiam
nadaremno. Każdy dzień w którym jestem w
Tobie
jest świętym. Wielbię w Tobie matkę. Wiem na pewno,
że
nie pozwolę zabić jeśli się zdarzy.
(A może się zdarzyć, skoro
każde łóżko jest nasze).
Nie kradnę niczego prócz
ciepła Twojej skóry
i zapachu włosów. Kłamstwo nie
brudzi moich ust
bo niegodne byłyby smaku Twoich. Nie pożądam
innych,
bo nie ma dla mnie żadnej innej. Ani
niczego innego.
Amen.
[18-07-2000]

porozmawiajmy
jak dorośli. zostańmy
przyjaciółmi.
Negocjujemy warunki
powrotu
do przeszłości, odcinek drugi. Nasze gesty
są wyważone
i jednoznaczne, a każdy uśmiech
obwarowany przez szczegółowe
ustalenia.
Wszystko po to, żebyśmy przypadkiem nie zrobili
czegoś
zbędnego, wszystko po to żeby uniknąć
ofiar w
ludziach.
[20-07-2000]

matka
Ciągle
mnie prosi
żebym chociaż raz napisał wiersz
dla niej i o niej.
A przecież
wciąż się śmieje z tego mojego
pisania i mówi,
że tak każdy
potrafi. I w ten sposób sama sobie
odbiera
nieśmiertelność.
[19-08-2000]

kołysanka
dla ewy
Kieszonkowej Femme Fatale
Przyjdź
tutaj cicho i miękkim pocałunkiem
ułóż się tuż obok.
Przyciśnij wargi do moich,
ciepłym koniuszkiem języka opowiedz
moim ustom
o wszystkich swoich dziennych sprawach.
Ogarnę
ramieniem całą pustkę, delikatną pieszczotą
palców
rozświetlę myśli, w płatek ucha tchnę otuchą.
I umrzemy
przytuleni, bezszelestnie, bezszmerowo,
żeby nie zbudzić
zwątpienia, co drzemie tuż obok.
[14-08-2000]

rozstanie
Jaka
to jednak szkoda, że już nie ja,
nie mnie, nie ze mną. Telefon
uparcie
milczy, zegar wręcz przeciwnie: Tik tak
tik tak - komu
tak, komu bije dzwon
a komu tylko dzwoni budzik? Czas
jak
miękki okład na obolałej głowie, czas
jak czarna chustka na oczach
skazańca.
Ostatnie życzenie, jak zwykle,
papieros.
[22-08-00]

kieszonkowy
mesjasz prowadzi monolog
z panem cogito
Iść
dokąd poszli tamci,
do knajpy za rogiem? Czy może
samotnie
brnąć przez noc i ulice
zmieniając kierunek w harmonii z
bezładem
ciepłych kropel deszczu spływających po twarzy?
Mija
północ i nagle całkiem nie wiadomo
co zrobić z tak
przyjemnie rozpoczętym życiem.
O kilka wierszy za wiele. Zbyt
dobrze poznany
słodki smak krwi sączącej się z Ciebie.
Pozostał
popiół i dźwięczące w głowie 'in vino veritas,
alea
iacta est. Et gloria victis'.
Tymczasem tutaj. Gasnący
papieros,
jedyny punkt oparcia w gęstniejącym mroku.
Nie
myśleć. Iść.
[25/26-08-2000]

pieśń
dni ostatnich
Oto
są dni ostatnie. Niewidzialny deszcz
małych, żółtych
kwiatów, pachnących melancholią.
Strzelista katedra z
powietrza, wisząca w zadumie
tuż nad Twoją głową - i ochrypła
cisza trąbki
z Orkiestry Wszystkich Świętych, której ostry
bezdźwięk
pnie się do góry z dumą pordzewiałych
monumentów.
Oto są dni ostatnie. Uporczywa
bezsenność
która każe mi w blasku świec i z różą w
smukłej przecież dłoni
krzywić twarz trupiobladą, wpatrując się w
lustro.
To jak muzyka. Błyskawiczne crescenda grymasów
kończące
się brawurowym finałem: wąską linią krwi
płynącą powoli z
rozgryzionej wargi.
Oto są dni ostatnie. Ciemność
wibrująca
jak nagie ostrze sztyletu, rodząca się w bólu
z
lodowatej perfekcji kryształu w zegarze.
Kataklizm świtu, burzący
słonecznym podmuchem
ustalony przez noc porządek świata zjaw i
cieni,
milczących gości mych godzin wieczornych.
Oto są dni
ostatnie, powtarzam nieustannie -
brzdąkając na gitarze, w której,
miast strun wyprężonych,
nawleczone są długie nici pajęcze. Oto
dni ostatnie! -
próbuję wyszeptać ustami obleczonymi zbyt
grubo
w purpurę Twojej szminki, rdzawy nalot czasu -
i gęstą,
dławiącą lepkość niedobrych metafor.
[02/03-09-2000]

saranagajama
Wszystkie
skróty myślowe prowadzą do Ciebie zauważam
kiedy stoję w
cholernie zimne popołudnie na peronie
szybkiej kolei miejskiej i
gapię się na plakat z dziewczyną
Playboya, która wygląda
jak prawdziwa bogini
Saranagajama. Nogi ma wyprężone jak w
bolesnym skurczu
albo jak gdyby dźwigała na ramionach nieznośny
ciężar
spojrzeń. Zalotnie ukazuje nieskazitelną biel swoich ud,
z
których usunięto czarne skazy włosków; talię strzelistą
i wąską
jak bramy niebios przez które nigdy się nie
przecisnę
i swoje łono, płaskie, zupełnie płaskie, idealnie
płaskie,
tak niewiarygodnie płaskie że zda
się
papierowe.
[18-09-00]

przypowieść
Pytasz
mnie, czy mógłbym się w tobie znowu zakochać,
po tym
wszystkim co kiedyś przez ciebie przeszedłem,
więc odpowiadam, że
chyba tak. Tylko pomyśl najpierw
co się stanie kiedy wszystko się
skończy. Zrozum
że wtedy na pewno się zabiję. Zresztą - może wcale
nie.
Być może tylko ziewnę, otworzę gazetę i przełączę
kanał w
telewizorze. A to będzie jeszcze gorsze.
Jeżeli nie rozumiesz
o czym mówię spróbuj sobie wyobrazić
Jezusa, który
wypełnia plan i powtórnie przychodzi na ziemię
ale zanim
zdąży cokolwiek powiedzieć, kogokolwiek uzdrowić
i umrzeć
męczeńsko w glorii i chwale przejeżdża Go ciężarówka
wypełniona
żwirem.
[19-09-00]

rozczarowanie
Czasem
myślę o tych wszystkich nocach, kiedy
całe życie mieściło się na
styku moich palców
i twoich piersi, kiedy nad ranem stałem
z głową
opartą na szybie, zamieniony w słuch i dotyk
i księżyc
nad miastem - i kiedy mówiliśmy do siebie
używając dialogów
z 'Gry w klasy' Cortazara a przecież
ani ja ani ty nie czytaliśmy
nigdy 'Gry w klasy'.
Czasem myślę o tym wszystkim i dochodzę do
wniosku,
że przecież udało mi się wycisnąć z tego kilka
niezłych,
sądzę, wierszy, więc tak czy inaczej
jestem do
przodu.
[03-10-2000]

wiersz
do twórcy 'bielizny ewy' i 'między nami'
oczywiście
michałowi kaczyńskiemu
drogi
michale wybacz proszę tę poufałość
nie wiem jak zacząć więc powiem
po prostu
przeczytałem w "lampie i iskrze bożej"
numer
szesnaście w nawiasie dwadzieścia jeden dwa
twoje
wiersze
nie chciałbym żeby to co zaraz powiem
źle wpłynęło
na nasz wzajemny
całkowity brak stosunków nic z tych
rzeczy
nie pomyśl też przypadkiem że ja
nie rozumiem albo nie
wiem o co chodzi
chociaż nie mieszkam na mokotowie
ani
żoliborzu ani ochocie ani nawet na pradze
czy to ma jednak
takie duże znaczenie?
nie sądzę, doprawdy, taki na przykład
gdańsk
albo elbląg w nocy też jest smutny
brudny ciemny i nic tylko nocne
autobusy
albo wydawanie pieniędzy w knajpach i
spelunkach z
oczami wlepionymi w tyłki
panienek które tutaj są tak samo
głupie
jak u was
wybacz mi michale ten długi wstęp
musiałem
powiedzieć ci to wszystko żeby nastawić cię
pokojowo
odprężyć i zrelaksować
widzisz michale to nie takie proste bo
jak
ci wytłumaczyć że jakaś tam poetka z krakowa
imieniem agata
to nie jest moja dziewczyna nigdy
z nią nie piłem nigdy nie
paliłem marihuany
na rynku a nawet nigdy jej nie przerżnąłem
nawet
ten jeden jedyny raz i w ogóle jej nie znam
chodzi mi
tylko o to michale tylko i wyłącznie
o to że zupełnie nie rozumiem
dlaczego masz za złe
brak momentów w jej wierszach przecież
samo życie
co chwila podsuwa nam momentów do wyrzygania jak
choćby
moment w którym zapalają się wszystkie latarnie w
mieście
(czy jak tam drze mordę ów sławny szansonista)
moment
w którym nagle jesteś zupełnie sam o
dwudziestej
trzeciej minut trzydzieści osiem i nawet nie ma
się
z kim napić albo moment kiedy (na to czekałeś)
ona wstydliwie
bierze jego penisa do ręki a on ożywa
i zaczyna się prężyć i
powstawać z upadłych
drogi michale pozostaję z
szacunkiem
zwłaszcza że masz ładne imię i pewnie jesteś
całkiem
fajnym kolesiem z żoliborza mokotowa
ochoty albo pragi tylko
michale zrozum
nie interesuje mnie twoja bielizna ani co
lubisz
wkładać na rozbierane randki ani przez ile stacji
metra
musisz na taką randkę przejechać
drogi michale nie sądź że
pragnę z ciebie zakpić
szanuję twój bunt (widzisz michale
przypadkiem
dotknąłem ważnej kwestii bo widzisz michale ja
nigdy
się nie buntowałem przeciwko systemowi przeciwko
zasranej
zastanej rzeczywistości widzisz michale nawet
przeciwko głupiej
poezji także się nie buntowałem
tylko raz jeden przeciwko mojej
dziewczynie
ale to nieważne i całkiem nie ma znaczenia) i ja
także
pragnę pisać o nocach w wielkim mieście
ale co mogę na to
poradzić
że najbardziej lubię komuś w wierszu zdrowo
przypierdolić
[05-10-2000]
Notatka: Jest to przykład, młodej, zbuntowanej, atakującej
cały świat i nawet konkretnych ludzi, poezji. Tyle, że pomimo buntu
autor nie popada w charakterystyczną dla młodego pokolenia
pretensjonalność. Wydaje się autentyczny i co ważne niezależny od
ogólnej buntowniczej mody. Deklaruje swoją odrębność od pokolenia
współczesności. Jednym z podstawowych tematów tego wyboru jest miłość,
ale nie są to zwyczajne erotyki - przesączone są przez ścierkę
specyficznej, nie powiem oryginalnej, ale na pewno niecodziennej w swym
moralnym ekshibicjonizmie, filozofii kieszonkowego mesjasza. O co
chodzi z tym mesjaszem wyjaśni lektura, w której erotyzm
łączy się w niecodzienny sposób z tradycyjnymi wyobrażeniami
religijnymi, które autor egocentrycznie odnosi do siebie.