· ZAHIPNOTYZOWAĆ MARIĘ, Bach Richard, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita · OFIARA W ŚRODKU ZIMY, Kallentoft Mons, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Błaszkowska Alina · MOGLIBY W KOŃCU KOGOŚ ZABIĆ, wielu autorów, Oficynka, recenzent: Żygulska Justyna · DEWIACJA, Cook Robin, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz · I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ, Gilbert Elizabeth, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna · INTRUZI, Marshall Michael, Albatros, recenzent: Cichowlas Robert · OBCY ELEMENT, Zakirov Oleg, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita
[ RECENZJE ]
| |
|
- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne
|
|
|
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail. | |
 | Anonimowe komentar... |
 | 18 NUMER CEGŁY - Z... |
 | pijawka ... |
 | Literatura i umysł... |
 | Magazyn Cegła na w... |
 | Szukam autora teks... |
 | SATYRYCZNY PIĄTEK... |
 |
Epika: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/?
Wysłano dnia 28-10-2009 o godz. 21:11:21.
|
|
Autor: flamenco
- Zjesz kanapkę?
Byłem pewien, że się przesłyszałem.
- Cienizna w sumie, tylko z serem, ale zawsze... - przesłyszenie nie dawało za wygraną. - A ty się mnie nie boisz? Nie uciekasz z krzykiem? Nie wzywasz pomocy? - Nie, czemu? Widzę, że dawno nie jadłeś, a skoro mam dodatkową kanapkę... - Nie za bardzo mogę jeść, gdybyś nie zauważyła. - Zęby masz prawie kompletne. Rozumiem, że czasem trudno jest przyjąć pomoc od obcego, ale etap negocjacji chyba możemy pominąć? Wiesz... zimno tu odrobinę - moje rudowłose, niespełna trzydziestoletnie przesłyszenie natarło dłońmi własne ramiona i przybrało barwę narastającego zniecierpliwienia.
***
- Miłka! Wstawaj! Od godziny cię budzę, spóźnisz się nawet na drugą lekcję! - Już mamusiu, chwilkę, tak dobrze mi się śniło... - zamglone oczy dziewczyny budziły się do życia. - Nie wiem, co ty wyprawiasz po nocach, ale to się niebawem odbije na twoich ocenach! Że o zdrowiu nie wspomnę! - podniesiony głos Joanny szybował pomiędzy drzwiami dziecięcego pokoju, garderobą i łazienką. - Trzeba o... - ...siebie dbać! - dokończyła z przekąsem trzynastolatka, obniżając wtórujący matczynemu głos. - Rozmawiałyśmy już o przedrzeźnianiu, prawda? - Przepraszam, mamo - na tę uwagę Miłka otrzeźwiała zupełnie, wstała z łóżka i cmoknęła stojącą w drzwiach pokoju Joannę czule w policzek. - No już dobrze, pannico, zmykaj do łazienki, ubieraj się i jedziemy. Śniadanie zjesz w aucie. Tylko mi się proszę nie pacykować jak na imprezę! - żartobliwa groźba kobiety zlała się z odgłosem trzaskających drzwi łazienki.
- Te żarty o malowaniu się są nieśmieszne, wiesz? Ja jeszcze nie muszę - Miłka z pośpiechem zabrała się za ścielenie łóżka. - No proszę, jakaś ty dowcipna - Joanna uśmiechnęła się serdecznie. - Zostaw tę pościel, posprzątasz po szkole. - No to... wyjdź, mamusiu, ubiorę się. - Od kiedy ty jesteś taka wstydliwa? - Od kiedy mam piersi - dziewczyna wygięła się nienaturalnie i puściła do mamy oko, zanim obie wybuchnęły śmiechem. - To ja wezmę jeszcze dokumenty do pracy i czekam na ciebie na dole, kobieto z piersiami.
- I jak? Myślisz, że Piotrek zwróci na mnie uwagę w tej sukience? - To Piotrek chodzi w twoich sukienkach? - Ojejku! Nie czepiaj się teraz, mam mało czasu, przecież słyszałeś - zniecierpliwienie zmarszczyło piegowaty nos Miłki. - No! Powiedz mi, jak wyglądam? - Jak zawsze, świetnie. Jak inaczej może wyglądać dziewczę w twoim wieku? - głos zza drewnianych drzwiczek brzmiał nad wyraz szczerym zdziwieniem. - W moim wieku? Chciałabym mieć już ze dwadzieścia lat i... - ...i wtedy na pewno nie pytałabyś mnie o zdanie, niestety - do szczerości przywarł smutek. - No coś ty! Zawsze będziemy przyjaciółmi! Przecież ci obiecałam, a ja dotrzymu... - Ludmiła, co ty tam tak długo robisz?! - rozwrzeszczana kuchnia przywołała dziewczynę do porządku. - Juz biegnę, mamo! - Miłka nerwowo poprawiła ściągnięte w kucyk włosy i wsunęła stopy w zielone czółenka. - Muszę już iść, przepraszam, pogadamy o tym wieczorem, kocham cię - wyrecytowała szeptem, delikatnie przymykając szafę.
***
- Niezła ta kanapka - nieco na wyrost podziękowałem za życzliwość. - Ty tutaj już od jakiegoś czasu się kręcisz, prawda? Widziałam cię z okna autobusu kilka razy. Jeszcze nie wiem, dlaczego, ale bardzo chciałam cię poznać. - Ja się tu nie kręcę, ja tu mieszkam. - Na ulicy? - głos kobiety pociemniał. - Bywa.
Ruda patrzyła przed siebie przeszklonym wzrokiem. Chyba nawet przestała już czuć, że listopad tego roku był bardzo zimny. Siedzieliśmy tak pod drzewem dobre kilkanaście minut. W zupełnej ciszy, pulsującej jej ciepłym oddechem. Nie zastanawiałem się nawet przez chwilę, o czym wtedy myślała. Wyobrażałem sobie, jak pięknie musi wyglądać szlachetna biel jej skóry za dnia, w promieniach jesieni, przedzierających się przez parującą czerwień liści. Chciałbym, żebyś miała na imię Miłka...
- Jestem Milena, a ty? - usłyszałem, w odpowiedzi na własne myśli. - Przyjaciel. - Ale przecież to nie jest twoje imię. Obawiasz się czegoś? - Nie, nie! - nie chciałem, żeby pomyślała, że juz na wstępie ją odtrącam. - Od zawsze tak mnie nazywano, innego imienia po prostu nie znam, nie mam, albo nie pamiętam. - Dziwne, ale jakoś się chyba przyzwyczaję. W takim razie, Przyjacielu, opowiesz mi, jak się tutaj znalazłeś? - Milena dopiero po usłyszeniu własnego pytania poczuła się niezręcznie - To znaczy, tylko jeśli chcesz, oczywiście, wybacz mi bezpośredniość, czasami coś palnę i... - Spokojnie, nic się nie stało - starałem się uśmiechnąć najcieplej, jak to tylko możliwe w moim stanie. - Możemy rozmawiać o wszystkim. Wiesz? Ja tak dawno z nikim nie rozmawiałem... - Zatem towarzystwo masz już zapewnione, ja bardzo lubię słuchać - Milena przysunęła się bliżej mnie. Tak blisko, że poczułem jej zapach (a może tylko go sobie wyobraziłem? ) i zakręciło mi się na moment w głowie. - Opowiedz mi siebie, Przyjacielu. - Mogę zacząć od końca? - ? - No bo widzisz.. koniec jest chyba najzabawniejszy, a ja zawsze brałem dziewczyny na poczucie humoru. A więc koniec i początek jednocześnie jest taki, że ktoś mi ukradł pewnej nocy dom. Obudziłem się bez dachu nad głową i klamki pod ręką. - Nie rozumiem... Jak można ukraść cały dom?! I jakiej klamki pod ręką?! Sypiałeś z klamką w ręce? Z.. nabitą bronią, czy o co chodzi? Żartujesz sobie ze mnie, tak? - Nie bądź taka niecierpliwa - roześmiałem się pierwszy raz od wielu miesięcy tak szczerze, widząc złość rozpalającą zieleń oczu Mileny.
***
- "Ależ ty masz piękne oczy! Jakby niebo spłynęło na ziemię i zakwitło łąką! Jakby szmaragdy wystrzeliły z pąków drzew!".. Co to w ogóle do cholery za Romeo było?! Myślałem, że nie wytrzymam, otworzę drzwi i to coś zdzielę w chętny łeb! - Bądź zazdrosny, ale nie wulgarny, proszę. - Ciebie to bawi, Mała?! - Troszkę - Miłka usiadła obok mnie, na podłodze, i oparła głowę na moim ramieniu. - Jejku, czemu ty musisz być taki kościsty? Uwielbiam cię, ale czasami żałuję, że jesteś tak bardzo nierealny. Nie mogę się w ciebie wtulić, Przyjacielu... - Spotykasz się z kretynami, Mała. Wybacz, że uderzam w taki poważny ton i będę przez chwilę nieczuły na twoje wdzięki, ale czuję się w obowiązku trochę ci potruć - próbowałem wysunąć ramię spod rozgorączkowanej głowy, ale babski upór okazał się silniejszy. - Wybaczam. Ale nie uciekaj, chcę tak posiedzieć. Znamy się na tyle długo, że możemy patrzeć w przestrzeń, nadal widząc swoje oczy. - Nie wiem, czy zdążyłaś zauważyć, ale pojęcie "oczy" jest wobec mnie pewnym nadużyciem - starałem się ująć nieco patosu z gęstniejącego powietrza. - Wariat! - roześmiała się Miłka. - Czasami chciałabym mieć znów dwadzieścia lat i... - ...i znów nie słuchać moich rad, wiem... - To nie tak! I nie rymuj, bo dopiero co wysprzątałam resztki "poety" z łóżka. Wtedy... Zakochałam się wtedy bez pamięci. Wszystko było takie nowe i piękne. Pamiętasz? On tez bredził rasowo, jak ten dzisiejszy Romeo. - Pamiętam aż za dobrze, dlatego mam ochotę przetrzepać ci tyłek. - Zawsze wiedziałam, że jesteś zboczony, ale żeby aż tak... - Mała! Bo się doigrasz, zobaczysz! - Anka potrzebuje ojca - rozchichotana Miłka wróciła do dorosłej rzeczywistości. - A ja potrzebuję mężczyzny. Nie umiem tak, Przyjacielu. Nie daję sobie sama rady. To znaczy... proszę, nie zrozum mnie źle. - Wiem, nie tłumacz, ja to nie to samo, co bliska osoba. Moje wsparcie nie sprosta każdej potrzebie. - Czasami jest mi cholernie ciężko. Tak naprawdę chciałabym, żebyś mógł być... - Ja też bym chciał, ale to gdybanie nic nam nie da, Mała. - Przecież nigdy nie spróbowaliśmy nawet. Może twoje obawy są na wyrost, może ludzie wkoło są zbyt pochłonięci odmierzaniem czasu, by zauważyć i... - ...napiętnować nasz "związek"? Malutka, rozczulasz mnie swoim romantyzmem. Wiem, kim dla ciebie jestem. Byłem tu od zawsze i będe na długo. Taka moja rola. Będę cię kochał na odległość i przez drzwi. Ale nie mogę dać ci więcej. To byłaby katastrofa. Nas nie dzieli różnica wieku, wyznanie, czy rasa. Nas dzielą wymiary. Światy. Marzyłem dziesiątki razy, żeby to była tylko przenośnia! Dałaś mi dach nad głową, a ja o ciebie dbałem przez te wszystkie lata. Dawałem ci siebie i karmiłem się tobą. Hm... Słyszysz, jak to pretensjonalnie i banalnie brzmi, moja rozpustnico? - Wszystko, co najważniejsze, brzmi banalnie. W tej chwili nie czas na mówienie do siebie literaturą - tym uśmiechem mogłaby zmartwychwzbudzać. - "Kobieta z trupem w szafie", to dobry tytuł powieści, gorszy scenariusz na życie - w tej chwili cieszyłem się, że nie patrzy mi prosto w zbolałą twarz.
***
- No dobrze, wiem już tyle o Miłce, znam spis jej cułożników, ale... - Zastanawiasz się, jak to możliwe, że stałem się bezdomnym trupem w nadpalonej szafie na osiedlowym śmietniku? Mała zmarła na raka trzustki, kilka lat po naszej ostatniej przeprowadzce. Do dziś zastanawiam się, czy to nie przeze mnie została do końca sama. Bardzo tego nie chciałem, ale ona... - ...ona kochała cię bardziej, niż byłeś w stanie zrozumieć. - Chyba tak. Nie podzieliła się mną z nikim. Ania nie wie o moim istnieniu. Po śmierci Miłki trafiła do ośrodka opiekuńczego. Jej ojciec nigdy się nie dowiedział o skutkach kilku upojnych nocy. Może to i lepiej, bo to kawał skurwysyna. Mała go nie kochała, uwiodła tylko na chwilę przyjemności bez zobowiązań. Czasem myślę... - ...że twoja Mała zrobiła to celowo. Że to miało być wasze dziecko. - Myślisz, że to możliwe? - Nie wiem. Ale ten wniosek wydał mi się oczywisty - Milena oparła głowę na moim ramieniu i z czułością pogładziła dłoń. - Chyba nie chciała, by Ania cierpiała, dlatego nie powiedziała jej o tobie.
Cisza znów spowiła nasz kawałek chodnika na długie kilka minut.
- Pewnego ranka obudziłem się tutaj. W cudzej, zasmrodzonej spalenizną szafie. Ukradli mi dom, zapach Miłki i klamkę, którą specjalnie dla mnie założyła od środka. Mówiłem ci, że zakończenie jest najzabawniejsze. Milena z trudem powstrzymywała śmiech. - Wiesz co, Przyjacielu? Ja mam całkiem obszerną szafę! - oświadczyła to tak poważnie, że nawet nie próbowałem obracać zaproszenia w dowcip. - I mogę ci obiecać jedno. Nie zamknę się w niej z tobą przed resztą świata. Chodźmy już stąd, zanim zmarzniemy na kość - mrugnęła porozumiewawczo radosną zielenią.
|
| |
Wynik głosowania: 3 Głosów: 1

| |
|
| "Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 13 | Szukaj |
|
| | Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść. |
R E K L A M A
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez 3_ci dnia 29-10-2009 o godz. 08:23:20 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Ładne, Fla. Chociaż jak zwykle nie wiem, co chciałaś powiedzieć. Za trudna jesteś dla mnie :). |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez flamenco (kate-1979@gazeta.pl) dnia 29-10-2009 o godz. 09:52:36 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Nie wiesz, bo ja nie umiem j e s z c z e pisać prozy, a jak Ci tę oczywistość tłukę do głowy, to mi od ripostowania i innych dziwnych kokieteryj wymyślasz :P Dziwi mnie to trochę na Głównej, ale przynajmniej uczciwy znak zapytania się pojawił, co przejdzie w iksa jeszcze dzisiaj zapewne :) Dawno batów porządnych nie miałam, wkładam pod kieckę poduche ;)) |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez alive dnia 29-10-2009 o godz. 10:56:16 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | No, Fla, za niektóre frazki to nawet nie próbowałbym Cię bronić ;). Z drugiej strony wiem, że Ty taka pograniczna prowokatorka jesteś ;), i że zrobiłaś to celowo, wiedząc, że będziesz musiała poduchę pod kieckę wkładać ;).
Podoba mi się ten tekst o potrzebie Przyjaźni. W jakimś stopniu kojarzy mi się z wierszem "***" Elmin. Może niesłusznie, ale mi się kojarzy.
Serdeczności :), a. |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez flamenco (kate-1979@gazeta.pl) dnia 29-10-2009 o godz. 13:43:36 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | No ja wiem, że Ty Broni nie kochasz, Ty taki bardziej dziecko-kffiat jesteś making love in slow motion & kolorowe bezalkoholowe niemieszane, z ukierunkowaniem na narcyza :P
Psze mi tu, kurna, założeniami programowymi nie chlapac moimi, bo zwolnię! Co to z rijarowiec, co szkielet wizerunku zdradza!
:)
Nie wiem, czy Ci się słusznie co.jarzy, ale przemyślę poważne ujęcie tegotu. Kiedyś trzeba podjąć trud nauki. Chyba ;)
Wzajemne :) |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez flamenco (kate-1979@gazeta.pl) dnia 29-10-2009 o godz. 13:44:48 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | no.... przeciez jakbym się jakichś tandetnych literówek ustrzegła, to by święto było - PIJAROWCU, owewfkors :)))) |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez alive dnia 29-10-2009 o godz. 14:14:00 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Ale dlaczego bezalkoholowe??! ;))
Zwolniłem się sam ;). Coś mi pisanie egzegez ostatnio nie wychodzi.
A czego się chcesz uczyć? ;)) Semestr jeszcze się nie zaczął.
Pozdrowionka :), a. - były pijar |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 29-10-2009 o godz. 14:33:35 | Jesli Cie uraziłam, przepraszam. Czasami mozna sie minąć konwencją żartów. Na pewno nie było moim celem jakkolwiek sprawić Ci przykrość. Dobrego dnia.
Fla. |
|
|
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 29-10-2009 o godz. 16:44:28 | Chwilowo bezdomny, wygłodniały pochłaniacz kanapek plus to, co na kanapce, żeby było weselej na początek "z serem", bo jeśli się śmiać, to dlaczego nie do sera?, ewentualne przytulisko znajdzie na wewnętrznej stronie skrzydła dwu-, lub trzydrzwiowej szafy w pokoiku Miłek, Milenek, miłych rudowłosych o podobnym brzmieniu imienia, czy też porozumiewaczym mruganiu, czy jakoś tak.
Jesteś pewna, że to jest kawałek z trupem w szafie, a nie z klinem w rudowłosej głowie? -:)
Nad losami dziecka pierwszej "zaklinionej w Przyjaciela" pomyślałabym, z dialogu nie wnikało, że rodzina młodej kobiety jest wyzuta z poczucia miłości wobec wnuczki po kochanej córce. Wyjątkową klęską jest uśmiercenie kobiety, mogła po prostu wyrosnąć z fikcji, ułożyć sobie życie, i już nie zwierzać się szafie, nawet jak trzymała w niej "kreację", do której żywiła tyle sentymentu. Mogła zmienić się, dojrzeć, i zmienić meble, po prostu, też. Nie stało się tak, w jakiś sposób autorce jest potrzebna taka wersja wydarzeń z życiu pierwszej kobiety, i ona daje się uzasadnić. Dopowiedziany los dziecka wprowadza zgrzyt. Ale to jest moje odczucie. Nie trzeba się nim przejmować.
Pozdrawiam -:)
Elm
Elm |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez flamenco (kate-1979@gazeta.pl) dnia 29-10-2009 o godz. 19:25:50 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Ech..
No właśnie tu jest pies pogrzebany, że to mogłaby być jedna z wielu historyjek, do których trzeba mieć klucz. Samo dopowiedzenie, że tylko poniekąd to miniatura absurdalna (trup w szafie, i to bezdomny ;)), nie wystarczy. Mógłby to być tytuł cyklu: Przyjaźń w czasach cybernetycznej zarazy.
Bo o tym jest mniej wiecej ten obrazek. O Przyjaźni zza monitora, o emocjach, które uzależniają, a które z różnych powodów nie mogą być zrealizowane. Emocjach ludzi dojrzałych.
Pozorne etapy życia (dzieciństwo, dorosłość) Miłki to tylko różne etapy znajomości. Nieważne, co się z nią stało, czy miała córkę, czy żyła z mężem w fikcyjnym związku, bo przeciez najwazniejszy był ten ON GDZIEŚ TAM - być może go okłamała, by nie cierpiał, byc może to on dopowiedział nieistotne szczegóły, by móc jakos żyć po latach tego, co juz sie skończyło, a co było jego butla tlenową. To tylko didaskalia, cos jak kolor włosów i krój sukienki.
Trup z szafy, to ktoś, kto boi się realnych konsekwencji bycia razem (nieważne, czy ze względu na różnicę wieku, pogmatwane życie rodzinne, pokaleczenie w przeszłości); boi się nawet spotkania, bo wie, że być może Przyjaźń stałaby się czymś więcej, co by z dnia na dzień bardziej bolało, co mogłoby runąć w obliczu zrodzonego realnie uczucia.
Wszystko, co czytasz, jest studium emocji; obrazem strachu przed emocjami i ich jednoczesnego głodu. Postaci są tylko symbolami. Realistyczne ujęcie tematu już było, nie lubie klisz - zresztą, klisze też juz były ;) Ale zdaję sobie sprawe z tego, że muszę znaleźć patent na klucz do takich historii, dekoder symboliki. I pewnie się pokuszę, bo mam ich w myślach już co najmniej kilka.
Serdeczne dzięki za poświęcenie czasu, Elmi :) |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 29-10-2009 o godz. 21:26:36 | Flamenco, sporo jest pięknie domyślane. Dlatego jestem za "klinem w głowie", nie za typowym trupem w szafie. Trupy w szafach zostawmy, nie bardzo pasują do poświatowych przyjaźni z bladowirtualnym pomysłem na półpełnię poczucia się potrzebnym, na studium emocji w ekranem związanych, zasiecionych, dryfujących przez porty i bramy.
Dialogi piszesz wyważone, a postacie dialogami odkrywają całkiem, całkiem niebagatelne wnętrze, więc nie są to ludzie chcący siebie wyrażać prosto. Poprzez dialogi zaczyna się rozumieć jakim cudem wirtualna postać może zawładnąć częścią człowieka, i to tak, że emocja towarzysząca temu jest prawdziwa, chociaż wciąż odnosi się, wypływa, ze świata nierealnego. Didaskalia powinny sprostać tym dialogom, mało tego, to one mają tutaj chyba więcej ról do spełnienia.
Czy uważasz, że ktoś chcący sobą zainteresować dopowiadałby swoją historię z nierealu tak, by dziecko umieścić w domu opieki, partnerkę-rozmówczynię ( - chyba błędu nie popełniam nazywając rzeczy po imieniu - ) z nierealu pochować na raka trzustki? Łzawe historie są wpółczesnie aż tak interesujące, że warte samoprzekonywania się aż po utwierdzenie w nieprawdzie domysłu, który daje to niby bardzo potrzebne złudzenie "butel tlenowych"?
To nie jest opowieść o bezdomnym człowieku, a opowieść osamotnionych ludziach, jednak jest już o krok od opowieści o bezpaniowym wyczekiwaczu, a wtedy ja jako czytelniczka odpadam, nie dla mnie opowiadanie.
To spore różnice. Dlatego wolałabym poczytać o takich relacjach, i takich ludziach, którzy nie idą na łzawe łatwizny, a i kontakt między nimi nie jest wyprowadzony od kanapki z serem, do tej na potem wyobrażonej sobie kanapki jakiejkolwiek - bo mnie znuży, bo dla mnie nie będzie po chwili o czym czytać, nie będzie to założone studium emocji. Stąd pojawiły się moje uwagi - stąd oczekiwanie od autorki o ujęcie kilku zdań, lub też dorzucenie takich, jakie nie są dofantazjowaniem tak prostym, że pojawia się to samookreślenie się bohatera "trup w szafie", po czym jest umierająca w cierpieniach z powodu raka, oraz dobite zostaje tym, że jej dziecko trafia w domu opieki.
Dopracowanie drobiazgów w zbudowaniu szkieletu dla takiego przekazu byłoby strzałem w dziesiątkę. Skoro temat Cię trzyma, coś sprawia, że poświęcasz tematowi czas, ufam, że niebawem coś dobrego się wkluje, utkanego tak misternie, tak subtelnie, że powali na kolana. I tegoż życzę, Tobie, sobie, innym czytelnikom.
Pozdrawiam - :)
Elm. |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez flamenco (kate-1979@gazeta.pl) dnia 29-10-2009 o godz. 23:00:43 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | W zasadzie mogę Ci tylko przyznać rację, bo to rzeczywiście tak jest, że - zapewne dlatego, że ja się mimo wszystko nie zajmuję pisaniem - nie kombinuję, co może zaciekawić czytelnika, a co nie. Po kilku próbach, które zakończyły się rezygnacją z pomysłu, odpuściłam. Tego rodzaju manipulacja, niezbędna, jest poza zasięgiem moich możliwości, nie umiem czarować ;)
Z jednym się nie zgodzę, bo to podważa pomysł u podstaw. Trup w szafie był kluczową metaforą, wyrażającą nierealną postać zamkniętą "w monitorze". To poniekąd jest człowiek, bo przecież z drugiej strony jest realna osoba, ale jej decyzja o tym, ze nigdy nie wyjdzie poza litery i monitor, czyni z niej właśnie taką nieco komiczną (a więc i tragiczną jednocześnie) postać: żywego trupa. Tak czytelnego na swoich wirtualnych ścieżkach, że wszyscy przeczuwają jego naturę i trzymają się z daleka. Do pewnego dnia, kiedy ktoś banalnie zaczepia go "cześć" (kanapka z serem), jakby nie czuł smrodu rozkładającej się nierzeczywistości.
No, ale to wszystko należałoby jeszcze umieć przedstawić, a tego właśnie celująco nie potrafię ;)
Dobrej nocy :) |
|
|
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1) przez mictlantecutli (mictlantecutli@op.pl) dnia 11-11-2009 o godz. 14:20:44 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://www.rcichowlas.blogspot.com | Początkowo chciałem wierzyć, że bezdomny jest ojcem bohaterki. Że ona go spotyka, wsłuchuję się w tę jego "śmieszną opowieść zaczętą od końca", po czym kroczek po kroczku wychodzi na jaw, że jej matka z jakiegoś powodu odebrała mu dom i wyrzekła się, a on pragnąć bliskości z córką podszedł ją jako bezdomny - albo poprostu stał się bezdomnym! Sposób w jaki opowiedziałaś swoją historię świetnie by się zgrał z takim tematem. Bo piszesz dobrze i ciekawie, masz charakterystyczny styl.
Motyw z szafą... cóż, ten do mnie nie przemówił:)
Ale całość przeczytałem z zainteresowaniem.
Pozdrawiam. |
Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 12-11-2009 o godz. 11:06:33 | :)
Spojrzę za kilka lat na to, tak jak Ty na tekst, z którym sięsiebie (;)) poniekąd utożsamiłeś (tytułem choćby); chociaż to jakaś piąta w porywach do szóstej próbka prozy (szkolnych prób nie mam za sobą, muszę nadrabiać ;)), o jaką się pokusiłam i powinnam mieć sentyment lub co najmniej być pobłażliwa wobec ;) Ale nie jestem, i to już dziś, niestety :))
Nie wiem, czy ten charakterystyczny styl już na początku nie okaże się trudną do wytępienia manierą. Się zobaczy.
Anyway.. gratuluję przebrnięcia - ukontentowana, że jednak nie muszę zwracać za bilety i czas :) Pozdrówka.
Fla. |
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
|
|
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.
|
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.
Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the . PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the .

|
| |
|