Javascript Menu by Deluxe-Menu.com
Poezja i proza - Portal Literacki
  Zarejestruj się Strona główna  ·  Twoje konto  ·  Wyślij tekst  


Dzieła wybrane
· Canto III /wiersz z cyklu/ *
· Niespokojny ocean /opowiadanie/ **
· porterówka /wiersz/ *
· Opowieść /wiersz/ *
· PRYWATNA ZAWIŁOŚĆ DNIA /wiersz/ ***

[ Dzieła wybrane ]

Nowe recenzje

· ZAHIPNOTYZOWAĆ MARIĘ, Bach Richard, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita
· OFIARA W ŚRODKU ZIMY, Kallentoft Mons, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Błaszkowska Alina
· MOGLIBY W KOŃCU KOGOŚ ZABIĆ, wielu autorów, Oficynka, recenzent: Żygulska Justyna
· DEWIACJA, Cook Robin, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz
· I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ, Gilbert Elizabeth, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna
· INTRUZI, Marshall Michael, Albatros, recenzent: Cichowlas Robert
· OBCY ELEMENT, Zakirov Oleg, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita

[ RECENZJE ]


- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne

Przeszukaj stronę



ZAPRENUMERUJ
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail.

NA FORUM
Przeszukaj forum
 
[ Index ]
Ostatnie posty

Anonimowe komentarze - 2010-09-02 20:33Anonimowe komentar...
18 NUMER CEGŁY - ZBIERAMY TEKSTY - 2010-08-25 23:1618 NUMER CEGŁY - Z...
pijawka  - 2010-08-22 21:14pijawka ...
Literatura i umysł - 2010-08-22 17:34Literatura i umysł...
Magazyn Cegła na wakacje - 2010-08-21 16:04Magazyn Cegła na w...
Szukam autora tekstów piosenek - 2010-08-19 22:14Szukam autora teks...
SATYRYCZNY PIĄTEK - 2010-08-16 22:02SATYRYCZNY PIĄTEK...
Dziekuję - 2010-08-15 23:32Dziekuję...
No to się pochwalę, można? - 2010-08-08 00:45No to się pochwalę...
Rewolucja na Rynku Wydawniczym. Artyści niezależni w cenie - 2010-08-01 16:17Rewolucja na Rynku...

Powered by: Splatt Forum V 4.4.0!


REKLAMA



WSPÓŁPRACA













Epika: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/?
Wysłano dnia 28-10-2009 o godz. 21:11:21.

Opowiadanie Autor: flamenco

- Zjesz kanapkę?

Byłem pewien, że się przesłyszałem.

- Cienizna w sumie, tylko z serem, ale zawsze... - przesłyszenie nie dawało za wygraną.
- A ty się mnie nie boisz? Nie uciekasz z krzykiem? Nie wzywasz pomocy?
- Nie, czemu? Widzę, że dawno nie jadłeś, a skoro mam dodatkową kanapkę...
- Nie za bardzo mogę jeść, gdybyś nie zauważyła.
- Zęby masz prawie kompletne. Rozumiem, że czasem trudno jest przyjąć pomoc od obcego, ale etap negocjacji chyba możemy pominąć? Wiesz... zimno tu odrobinę - moje rudowłose, niespełna trzydziestoletnie przesłyszenie natarło dłońmi własne ramiona i przybrało barwę narastającego zniecierpliwienia.


***


- Miłka! Wstawaj! Od godziny cię budzę, spóźnisz się nawet na drugą lekcję!
- Już mamusiu, chwilkę, tak dobrze mi się śniło... - zamglone oczy dziewczyny budziły się do życia.
- Nie wiem, co ty wyprawiasz po nocach, ale to się niebawem odbije na twoich ocenach! Że o zdrowiu nie wspomnę! - podniesiony głos Joanny szybował pomiędzy drzwiami dziecięcego pokoju, garderobą i łazienką. - Trzeba o...
- ...siebie dbać! - dokończyła z przekąsem trzynastolatka, obniżając wtórujący matczynemu głos.
- Rozmawiałyśmy już o przedrzeźnianiu, prawda?
- Przepraszam, mamo - na tę uwagę Miłka otrzeźwiała zupełnie, wstała z łóżka i cmoknęła stojącą w drzwiach pokoju Joannę czule w policzek.
- No już dobrze, pannico, zmykaj do łazienki, ubieraj się i jedziemy. Śniadanie zjesz w aucie. Tylko mi się proszę nie pacykować jak na imprezę! - żartobliwa groźba kobiety zlała się z odgłosem trzaskających drzwi łazienki.

- Te żarty o malowaniu się są nieśmieszne, wiesz? Ja jeszcze nie muszę - Miłka z pośpiechem zabrała się za ścielenie łóżka.
- No proszę, jakaś ty dowcipna - Joanna uśmiechnęła się serdecznie. - Zostaw tę pościel, posprzątasz po szkole.
- No to... wyjdź, mamusiu, ubiorę się.
- Od kiedy ty jesteś taka wstydliwa?
- Od kiedy mam piersi - dziewczyna wygięła się nienaturalnie i puściła do mamy oko, zanim obie wybuchnęły śmiechem.
- To ja wezmę jeszcze dokumenty do pracy i czekam na ciebie na dole, kobieto z piersiami.

- I jak? Myślisz, że Piotrek zwróci na mnie uwagę w tej sukience?
- To Piotrek chodzi w twoich sukienkach?
- Ojejku! Nie czepiaj się teraz, mam mało czasu, przecież słyszałeś - zniecierpliwienie zmarszczyło piegowaty nos Miłki. - No! Powiedz mi, jak wyglądam?
- Jak zawsze, świetnie. Jak inaczej może wyglądać dziewczę w twoim wieku? - głos zza drewnianych drzwiczek brzmiał nad wyraz szczerym zdziwieniem.
- W moim wieku? Chciałabym mieć już ze dwadzieścia lat i...
- ...i wtedy na pewno nie pytałabyś mnie o zdanie, niestety - do szczerości przywarł smutek.
- No coś ty! Zawsze będziemy przyjaciółmi! Przecież ci obiecałam, a ja dotrzymu...
- Ludmiła, co ty tam tak długo robisz?! - rozwrzeszczana kuchnia przywołała dziewczynę do porządku.
- Juz biegnę, mamo! - Miłka nerwowo poprawiła ściągnięte w kucyk włosy i wsunęła stopy w zielone czółenka. - Muszę już iść, przepraszam, pogadamy o tym wieczorem, kocham cię - wyrecytowała szeptem, delikatnie przymykając szafę.



***


- Niezła ta kanapka - nieco na wyrost podziękowałem za życzliwość.
- Ty tutaj już od jakiegoś czasu się kręcisz, prawda? Widziałam cię z okna autobusu kilka razy. Jeszcze nie wiem, dlaczego, ale bardzo chciałam cię poznać.
- Ja się tu nie kręcę, ja tu mieszkam.
- Na ulicy? - głos kobiety pociemniał.
- Bywa.

Ruda patrzyła przed siebie przeszklonym wzrokiem. Chyba nawet przestała już czuć, że listopad tego roku był bardzo zimny. Siedzieliśmy tak pod drzewem dobre kilkanaście minut. W zupełnej ciszy, pulsującej jej ciepłym oddechem. Nie zastanawiałem się nawet przez chwilę, o czym wtedy myślała. Wyobrażałem sobie, jak pięknie musi wyglądać szlachetna biel jej skóry za dnia, w promieniach jesieni, przedzierających się przez parującą czerwień liści. Chciałbym, żebyś miała na imię Miłka...

- Jestem Milena, a ty? - usłyszałem, w odpowiedzi na własne myśli.
- Przyjaciel.
- Ale przecież to nie jest twoje imię. Obawiasz się czegoś?
- Nie, nie! - nie chciałem, żeby pomyślała, że juz na wstępie ją odtrącam. - Od zawsze tak mnie nazywano, innego imienia po prostu nie znam, nie mam, albo nie pamiętam.
- Dziwne, ale jakoś się chyba przyzwyczaję. W takim razie, Przyjacielu, opowiesz mi, jak się tutaj znalazłeś? - Milena dopiero po usłyszeniu własnego pytania poczuła się niezręcznie - To znaczy, tylko jeśli chcesz, oczywiście, wybacz mi bezpośredniość, czasami coś palnę i...
- Spokojnie, nic się nie stało - starałem się uśmiechnąć najcieplej, jak to tylko możliwe w moim stanie. - Możemy rozmawiać o wszystkim. Wiesz? Ja tak dawno z nikim nie rozmawiałem...
- Zatem towarzystwo masz już zapewnione, ja bardzo lubię słuchać - Milena przysunęła się bliżej mnie. Tak blisko, że poczułem jej zapach (a może tylko go sobie wyobraziłem? ) i zakręciło mi się na moment w głowie. - Opowiedz mi siebie, Przyjacielu.
- Mogę zacząć od końca?
- ?
- No bo widzisz.. koniec jest chyba najzabawniejszy, a ja zawsze brałem dziewczyny na poczucie humoru. A więc koniec i początek jednocześnie jest taki, że ktoś mi ukradł pewnej nocy dom. Obudziłem się bez dachu nad głową i klamki pod ręką.
- Nie rozumiem... Jak można ukraść cały dom?! I jakiej klamki pod ręką?! Sypiałeś z klamką w ręce? Z.. nabitą bronią, czy o co chodzi? Żartujesz sobie ze mnie, tak?
- Nie bądź taka niecierpliwa - roześmiałem się pierwszy raz od wielu miesięcy tak szczerze, widząc złość rozpalającą zieleń oczu Mileny.


***


- "Ależ ty masz piękne oczy! Jakby niebo spłynęło na ziemię i zakwitło łąką! Jakby szmaragdy wystrzeliły z pąków drzew!".. Co to w ogóle do cholery za Romeo było?! Myślałem, że nie wytrzymam, otworzę drzwi i to coś zdzielę w chętny łeb!
- Bądź zazdrosny, ale nie wulgarny, proszę.
- Ciebie to bawi, Mała?!
- Troszkę - Miłka usiadła obok mnie, na podłodze, i oparła głowę na moim ramieniu. - Jejku, czemu ty musisz być taki kościsty? Uwielbiam cię, ale czasami żałuję, że jesteś tak bardzo nierealny. Nie mogę się w ciebie wtulić, Przyjacielu...
- Spotykasz się z kretynami, Mała. Wybacz, że uderzam w taki poważny ton i będę przez chwilę nieczuły na twoje wdzięki, ale czuję się w obowiązku trochę ci potruć - próbowałem wysunąć ramię spod rozgorączkowanej głowy, ale babski upór okazał się silniejszy.
- Wybaczam. Ale nie uciekaj, chcę tak posiedzieć. Znamy się na tyle długo, że możemy patrzeć w przestrzeń, nadal widząc swoje oczy.
- Nie wiem, czy zdążyłaś zauważyć, ale pojęcie "oczy" jest wobec mnie pewnym nadużyciem - starałem się ująć nieco patosu z gęstniejącego powietrza.
- Wariat! - roześmiała się Miłka. - Czasami chciałabym mieć znów dwadzieścia lat i...
- ...i znów nie słuchać moich rad, wiem...
- To nie tak! I nie rymuj, bo dopiero co wysprzątałam resztki "poety" z łóżka. Wtedy... Zakochałam się wtedy bez pamięci. Wszystko było takie nowe i piękne. Pamiętasz? On tez bredził rasowo, jak ten dzisiejszy Romeo.
- Pamiętam aż za dobrze, dlatego mam ochotę przetrzepać ci tyłek.
- Zawsze wiedziałam, że jesteś zboczony, ale żeby aż tak...
- Mała! Bo się doigrasz, zobaczysz!
- Anka potrzebuje ojca - rozchichotana Miłka wróciła do dorosłej rzeczywistości. - A ja potrzebuję mężczyzny. Nie umiem tak, Przyjacielu. Nie daję sobie sama rady. To znaczy... proszę, nie zrozum mnie źle.
- Wiem, nie tłumacz, ja to nie to samo, co bliska osoba. Moje wsparcie nie sprosta każdej potrzebie.
- Czasami jest mi cholernie ciężko. Tak naprawdę chciałabym, żebyś mógł być...
- Ja też bym chciał, ale to gdybanie nic nam nie da, Mała.
- Przecież nigdy nie spróbowaliśmy nawet. Może twoje obawy są na wyrost, może ludzie wkoło są zbyt pochłonięci odmierzaniem czasu, by zauważyć i...
- ...napiętnować nasz "związek"? Malutka, rozczulasz mnie swoim romantyzmem. Wiem, kim dla ciebie jestem. Byłem tu od zawsze i będe na długo. Taka moja rola. Będę cię kochał na odległość i przez drzwi. Ale nie mogę dać ci więcej. To byłaby katastrofa. Nas nie dzieli różnica wieku, wyznanie, czy rasa. Nas dzielą wymiary. Światy. Marzyłem dziesiątki razy, żeby to była tylko przenośnia! Dałaś mi dach nad głową, a ja o ciebie dbałem przez te wszystkie lata. Dawałem ci siebie i karmiłem się tobą. Hm... Słyszysz, jak to pretensjonalnie i banalnie brzmi, moja rozpustnico?
- Wszystko, co najważniejsze, brzmi banalnie. W tej chwili nie czas na mówienie do siebie literaturą - tym uśmiechem mogłaby zmartwychwzbudzać.
- "Kobieta z trupem w szafie", to dobry tytuł powieści, gorszy scenariusz na życie - w tej chwili cieszyłem się, że nie patrzy mi prosto w zbolałą twarz.



***


- No dobrze, wiem już tyle o Miłce, znam spis jej cułożników, ale...
- Zastanawiasz się, jak to możliwe, że stałem się bezdomnym trupem w nadpalonej szafie na osiedlowym śmietniku? Mała zmarła na raka trzustki, kilka lat po naszej ostatniej przeprowadzce. Do dziś zastanawiam się, czy to nie przeze mnie została do końca sama. Bardzo tego nie chciałem, ale ona...
- ...ona kochała cię bardziej, niż byłeś w stanie zrozumieć.
- Chyba tak. Nie podzieliła się mną z nikim. Ania nie wie o moim istnieniu. Po śmierci Miłki trafiła do ośrodka opiekuńczego. Jej ojciec nigdy się nie dowiedział o skutkach kilku upojnych nocy. Może to i lepiej, bo to kawał skurwysyna. Mała go nie kochała, uwiodła tylko na chwilę przyjemności bez zobowiązań. Czasem myślę...
- ...że twoja Mała zrobiła to celowo. Że to miało być wasze dziecko.
- Myślisz, że to możliwe?
- Nie wiem. Ale ten wniosek wydał mi się oczywisty - Milena oparła głowę na moim ramieniu i z czułością pogładziła dłoń. - Chyba nie chciała, by Ania cierpiała, dlatego nie powiedziała jej o tobie.

Cisza znów spowiła nasz kawałek chodnika na długie kilka minut.

- Pewnego ranka obudziłem się tutaj. W cudzej, zasmrodzonej spalenizną szafie. Ukradli mi dom, zapach Miłki i klamkę, którą specjalnie dla mnie założyła od środka. Mówiłem ci, że zakończenie jest najzabawniejsze.
Milena z trudem powstrzymywała śmiech.
- Wiesz co, Przyjacielu? Ja mam całkiem obszerną szafę! - oświadczyła to tak poważnie, że nawet nie próbowałem obracać zaproszenia w dowcip. - I mogę ci obiecać jedno. Nie zamknę się w niej z tobą przed resztą świata. Chodźmy już stąd, zanim zmarzniemy na kość - mrugnęła porozumiewawczo radosną zielenią.

 
Oceny artykułu
Wynik głosowania: 3
Głosów: 1


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły


Opcje

 Wersja do druku Wersja do druku


"Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 13 | Szukaj
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

R E K L A M A

Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować

Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1)
przez 3_ci dnia 29-10-2009 o godz. 08:23:20
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
Ładne, Fla. Chociaż jak zwykle nie wiem, co chciałaś powiedzieć. Za trudna jesteś dla mnie :).



Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 0)
przez Anonimus dnia 29-10-2009 o godz. 16:44:28
Chwilowo bezdomny, wygłodniały pochłaniacz kanapek plus to, co na kanapce, żeby było weselej na początek "z serem", bo jeśli się śmiać, to dlaczego nie do sera?, ewentualne przytulisko znajdzie na wewnętrznej stronie skrzydła dwu-, lub trzydrzwiowej szafy w pokoiku Miłek, Milenek, miłych rudowłosych o podobnym brzmieniu imienia, czy też porozumiewaczym mruganiu, czy jakoś tak.
Jesteś pewna, że to jest kawałek z trupem w szafie, a nie z klinem w rudowłosej głowie? -:)
Nad losami dziecka pierwszej "zaklinionej w Przyjaciela" pomyślałabym, z dialogu nie wnikało, że rodzina młodej kobiety jest wyzuta z poczucia miłości wobec wnuczki po kochanej córce. Wyjątkową klęską jest uśmiercenie kobiety, mogła po prostu wyrosnąć z fikcji, ułożyć sobie życie, i już nie zwierzać się szafie, nawet jak trzymała w niej "kreację", do której żywiła tyle sentymentu. Mogła zmienić się, dojrzeć, i zmienić meble, po prostu, też. Nie stało się tak, w jakiś sposób autorce jest potrzebna taka wersja wydarzeń z życiu pierwszej kobiety, i ona daje się uzasadnić. Dopowiedziany los dziecka wprowadza zgrzyt. Ale to jest moje odczucie. Nie trzeba się nim przejmować.
Pozdrawiam -:)
Elm
Elm



Re: Bezdomny /miniatura rzekomo absurdalna/? (Ocena czytelników: 1)
przez mictlantecutli (mictlantecutli@op.pl) dnia 11-11-2009 o godz. 14:20:44
(Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) http://www.rcichowlas.blogspot.com
Początkowo chciałem wierzyć, że bezdomny jest ojcem bohaterki. Że ona go spotyka, wsłuchuję się w tę jego "śmieszną opowieść zaczętą od końca", po czym kroczek po kroczku wychodzi na jaw, że jej matka z jakiegoś powodu odebrała mu dom i wyrzekła się, a on pragnąć bliskości z córką podszedł ją jako bezdomny - albo poprostu stał się bezdomnym! Sposób w jaki opowiedziałaś swoją historię świetnie by się zgrał z takim tematem. Bo piszesz dobrze i ciekawie, masz charakterystyczny styl.
Motyw z szafą... cóż, ten do mnie nie przemówił:)
Ale całość przeczytałem z zainteresowaniem.
Pozdrawiam.





Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.

Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.

AntySpam | Walcz ze spamem! Kliknij tutaj!


PHP-Nuke Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the GPL. PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the license.

Twoja strona na wyciągnięcie ręki