· ODMIANA PRZEZ PRZYPADKI, Cygler Hanna, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna · GHOSTWRITER, Harris Robert, Albatros, recenzent: Rostocki Jacek · MOJE ZDANIE, Szewc Piotr, Wydawnictwo Literackie, recenzent: Piber Izabela · TAMARA ŁEMPICKA, Claridge Laura, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Majewski Janusz · PŁACZ CZAJKI, Musiał Elżbieta, STON II, recenzent: Borowicz Aldona · POD KAŻDYM SŁOŃCEM, Jurkowski Stefan, Astra, recenzent: Borowicz Aldona · CITY 1. Antologia opowiadań grozy, wielu autorów, Forma, recenzent: Błaszkowska Alina
[ RECENZJE ]
| |
|
- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne
|
|
|
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail. | |
 | ZRÓB PIERWSZY KROK... |
 | Ktoś lub coś wali ... |
 | do kulturoznawców,... |
 | CEGŁA 1200 BRUTTO ... |
 | Spółdzielcze spotk... |
 | W marcu Karpowicz ... |
 | powieść - komedia.... |
 |
Liryka: szare renety /wiersz/
Wysłano dnia 19-11-2009 o godz. 10:37:19.
|
|
Autor: flamenco
ja i twój zachwyt
jak anioły co spadły z nieba, żadna niewiadoma
bo równa się zawsze w dół, w stronę szarej grawitacji
na deszcz masz parasol, na grad chowasz za rogiem bramę
przede mną rozpościerasz jak gazę nagie ramiona
zmokniesz jeszcze, rzucisz cienie posiniaczonych powiek
kamieniem na twarz i głębiej, gdzie nie tylko żołądek
kurczy się, wybucha i zastyga kolejnym wrzodem
porośniesz mchem, murem, słoniowym naskórkiem jak bluszczem
niewiary w optymistyczne prognozy na listopad
grudzień lub marzec, w skruchę i popiół całopalenia
gdy schylam głowę wcale nie nad książką, chociaż to wzrok
zawiódł mnie i zwiódł zakazanym owocem miłości
na chwilę własnej
znów piekę szarlotkę z zakalcem ze zbyt kwaśnych jabłek
i przecież wiem, że rozchmurzy nam podniebienia i dni
a jednak ciężko mi być tylko człowiekiem w tym naszym
raju m2 tapetowanym niedoskonałością
nierzadko moją
|
| |
Wynik głosowania: 4.5 Głosów: 4

| |
|
| "Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 10 | Szukaj |
|
| | Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść. |
R E K L A M A
|
|
Re: szare renety /wiersz/ (Ocena czytelników: 1) przez Pan_Bovary_to_ON dnia 20-11-2009 o godz. 23:58:34 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Tyleż dobroci, co i walącej w oczy skuchy w tym wierszu znajduję. Tak pól na pól.
Koncept okejos. Nie, żeby jakoś specjalnie świeży, bo co świeżego można odtrąbić w tekście na tyle osobistym, na tyle konfesyjnym? Podmiot/podmiotyni (podmiotynia) liryczna wyciąga na światło dzienne, rzuca ludziom obcym przed oczy swoją wędrówkę po życiowych wybojach. Nic frapującego.
Ale - garść ciekawych metafor plus nastrojowość tekstu nie pozwala na obojętne przejście obok.
"Chowanie bramy za rogiem" - dość ekwilibrystyczne, ale i jakoś świeże. Niebanalne.
"Rozchmurzanie podniebienia" też zaciekawia.
"Szara grawitacja" - niby prosta figura, niewyszukana - ale w kontekście całości ładnie gra.
In minus wersyfikacja, niepotrzebne udziwnianie z tymi wtrąceniami: ja i twój zachwyt;na chwilę własnej;nierzadko moją.
Zbędne to przyozdabianie, w żaden sposób nie wzmacniające wiersza. Przeciwnie wręcz - osłabia, wprowadza chaos, bałagani.
rozpościerasz jak gazę nagie ramiona - to akurat dość fatalne, nie znajduję uzasadnienia dla gazy. Nagość tych ramion też splendoru nie przydaje. Wszak czy one nagie, czy przyodziane - zarówno.
z zakalcem ze zbyt. Tu koszmarnie - z, z, z, z. Po co ta aliteracja?
Wiersz do wrzucenia na szlifierkę. Skondensować formę, pogonić w cholerę aniołki spadające.
Klimat zatrzymać, wzmocnić. Wzmocnić można przez (dla przykładu) rozstanie się z całopaleniem, sam popiół wystarczy.
Brak konsekwencji interpunkcyjnej, zdaje się być dość przypadkową.
Browary
Ps. jeśli wolno, to ja to widzę tak, mniej więcej:
żadna niewiadoma -
równa się zawsze w dół, w stronę szarej grawitacji.
na deszcz masz parasol, na grad chowasz za rogiem bramę,
zmokniesz, rzucisz cienie posiniaczonych powiek
kamieniem na twarz i głębiej, gdzie nie tylko żołądek
kurczy się, wybucha i zastyga kolejnym wrzodem.
porośniesz mchem, murem, słoniowym naskórkiem
niewiary w optymistyczne prognozy na listopad
grudzień lub marzec.
w skruchę i popiół,
gdy schylam głowę wcale nie nad książką, chociaż to wzrok
zawiódł i zwiódł zakazanym owocem miłości na chwilę własnej.
znów piekę szarlotkę z kwaśnych jabłek.
wiem, że rozchmurzy nam podniebienia i dni,
a jednak ciężko mi być tylko człowiekiem
w raju tapetowanym niedoskonałością,
nierzadko moją. |
[ Odpowiedz na to ]
Re: szare renety /wiersz/ (Ocena czytelników: 1) przez flamenco (kate-1979@gazeta.pl) dnia 21-11-2009 o godz. 12:14:44 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Dzięki za tak uczciwe pochylenie się na tekstem, serdeczne.
In minus wersyfikacja, niepotrzebne udziwnianie z tymi wtrąceniami: ja i twój zachwyt;na chwilę własnej;nierzadko moją.
Zbędne to przyozdabianie, w żaden sposób nie wzmacniające wiersza. Przeciwnie wręcz - osłabia, wprowadza chaos, bałagani.
Zgadzam się, chociaż dla mnie nie tyle to bałagan, co bardziej drętwota wersyfikacyjna. Za ściśle arytmetyczna się porobiłam w tym względnie ostatnio, muszę popracować w kierunku porządkowania myślami, nie matematyką. Uwaga jak najbardziej słuszna.
rozpościerasz jak gazę nagie ramiona - to akurat dość fatalne, nie znajduję uzasadnienia dla gazy. Nagość tych ramion też splendoru nie przydaje. Wszak czy one nagie, czy przyodziane - zarówno.
To muszę nieco sprostować, widzę.
Gaza nie jest tak właściwie moja, jest zapożyczona z Biblii, gdzie użyto jej do zobrazowania delikatności rozpościeranych nad ziemią niebios/chmur. Podobnie nagość tychże przyrównanych do delikatnych obłoków ramion (myślałam nad barkami, być może taki kontrast byłby bardziej sugestywny niż ramiona, ale jest jak jest, zachowawczo i nieco myląco :)) ma jedynie podkreślić bezbronność adresata względem anioła spadającego mu z nieba (jakoś tak to się zazwyczaj niefortunnie przyrównuje, chociaż przeważnie to, co z nieba zlatuje, robi nam kuku - śnieg, ulewa, grad, etc. - dlatego zresztą zachwyt niebieski w ostatecznym rozrachunku staje się szary, ściągnięty na ziemię grawitacją codzienności): Adresat na deszcz ma parasol, na wypadek gradu - bramę. Przed spadającym sniołem się nie osłonił nijak, nosi nagość czucia jak nagi naskórek ramion.
z zakalcem ze zbyt. Tu koszmarnie - z, z, z, z. Po co ta aliteracja?
Znów pełna zgoda, jakoś się nie skupiłam podczas pierwszych czytań na tym oczywistym zgrzycie.
pogonić w cholerę aniołki spadające.
Te aniołki tutaj są ironicznym obrazkiem, nic ze zwyczajowym patosem nadużycia anielskości w takim kontekście nie mają wspólnego - zresztą wyjaśniłam to wyżej poniekąd; to atmosferyczne opady, nie jaśniejące fruwajki ;)
Ps. jeśli wolno, to ja to widzę tak, mniej więcej:
Ja nieco inaczej, ale Twoja wersja też mi gra.
Dzięki raz jeszcze, pozdrawiam :)
|
[ Odpowiedz na to ]
Re: szare renety /wiersz/ (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 21-11-2009 o godz. 21:43:12 | | Problem w tym Bovary, że flamenco chce ukryć znaczenie za słowami których używa. Wydaje się to nieprawdopodobne - w końcu o to chodzi, "żeby język giętki ..." - ale tak jest. |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
Re: szare renety /wiersz/ (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 20-11-2009 o godz. 12:47:17 | | Ale, o co chodzi? |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
|
|
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.
|
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.
Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the . PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the .

|
| |
|