· DEWIACJA, Cook Robin, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz · I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ, Gilbert Elizabeth, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Żygulska Justyna · INTRUZI, Marshall Michael, Albatros, recenzent: Cichowlas Robert · OBCY ELEMENT, Zakirov Oleg, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Kwiatkowska Anita · SKANDALE, WANDALE I..., Rachlin Harvey, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Błaszkowska Alina · ODRĘBNA RZECZYWISTOŚĆ, Castaneda Carlos, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Majewski Janusz · WYKORZYSTAJ POTĘGĘ PODŚWIADOMOŚCI W PRACY, Murphy Joseph, Dom Wydawniczy REBIS, recenzent: Lipski Bartosz
[ RECENZJE ]
| |
|
- - www.literacka.pl - - czyli książki fabrykantów i inne
|
|
|
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach w Serwisie podaj swój adres e-mail. | |
 | Jak zbudować zwyci... |
 | FAREWELL... |
 | I Ogólnopolski Kon... |
 | publikacja , niemo... |
 | Co oznacza ocena c... |
 | No to się pochwalę... |
 | Muzyczne ogórki... |
 |
Epika: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ * * *
Wysłano dnia 15-04-2003 o godz. 08:46:33.
|
|
Autor: Ignorant
Motto:
Życie to zwariowany eksperyment.
Problem tylko w tym
kto jest eksperymentatorem,
a kto laboratoryjną myszą.
* * *
Praca w urzędzie patentowym to bardzo odpowiedzialna rzecz. Stanowi ona ukoronowanie moich wieloletnich zabiegów i sens mojego życia. Tylko nieliczni, wybrańcy, szczęśliwcy, protegowani dostępują zaszczytu decydowania o tym co jest odkrywcze a co odkrywcze nie jest. To olbrzymia odpowiedzialność. Praca decydująca niekiedy o losach świata. Ale nie uprzedzajmy wypadków! O tym za chwilę. Funkcja Starszego Specjalisty do Spraw Odkrywczości jest tak odpowiedzialna właśnie dlatego, że odkrywczość w naszym kraju przez ostatnie lata rozwinęła się bardzo. Niezliczona ilość pomysłów i patentów w zasadniczy sposób zmieniła życie każdego z naszych obywateli a my, Specjaliści do Spraw Odkrywczości staliśmy się znani oraz uwielbiani i tak naprawdę zaczęliśmy być władzą wykonawczą i ustawodawczą w jednym.
To my pośrednio decydowaliśmy o życiu każdego z naszych obywateli i ich przyszłości. Znowu uprzedzam wypadki. Aby zrozumieć co się stało potrzebna jest pewna chronologia.
Po kolei więc.
Już jakieś 50 lat temu dały się zauważyć pierwsze odkrycia będące podwalinami naszych dzisiejszych zaawansowanych technologii.
Biolodzy współpracując z fizykami i specjalistami od elektroniki opracowali pierwsze protezy słuchu a następnie wzroku. Ludziom, którzy nigdy nie widzieli wszczepiali w oczodoły miniaturowe kamery, których sygnał podłączony do niewielkiego układu przetwarzającego był następnie przekazywany w obszary mózgu odpowiedzialne za obróbkę obrazu.
Co ciekawe eksperymenty z układem przetwarzającym dały zadziwiające rezultaty. Pacjenci mięli dużo lepszy wzrok od naturalnego i mogli np. widzieć w podczerwieni czy w zupełnej ciemności. Proteza okazała się lepsza od wzorca. Pojawili się nawet desperaci uszkadzający swój wzrok tylko po to aby otrzymać protezę ! Najbardziej zagorzali piewcy nowych technologii uznali nawet, że to naturalny wzrok jest jedynie protezą.
Przy okazji taki obrót spraw nastręczył wiele problemów filozofom. Konieczne było ponowne zweryfikowanie podstawowych poglądów z zakresu obiektywności rzeczywistości. Ponownie pojawiło się pytanie czy coś jest takie jakie jest czy takie jak to widzimy.
Dzięki przetwarzaniu sygnału biegnącego od mini kamer do mózgu możliwa była praktycznie dowolna zmiana tego co i jak się widziało. To co docierało do mózgu było odbierane przez widzącego jako niepodważalna i obiektywna rzeczywistość. Właśnie ta nie dająca się określić żadnymi neutralnymi miarami rzeczywistość stała się tak względna jak nigdy dotąd. Już nic nie było pewne. Otaczający nas świat stawał się coraz bardziej umowny.
Równolegle z rozwojem nauk biologicznych rozwijała się elektronika, matematyka i informatyka. Specjaliści z różnych dziedzin coraz ściślej zaczęli ze sobą współpracować. Zaczęliśmy wracać do pradziejów nauki gdzie nauka była tylko jedna i miała jeden cel: precyzyjnie opisać i zrozumieć rzeczywistość i człowieka.
Rozpoczęto pracę nad modelami działania ludzkiego mózgu. Dzięki współpracy biologów, fizyków, matematyków i programistów udało się stworzyć pierwsze, nieudolne jeszcze, modele.
Po 15 latach intensywnych badań i niezliczonej liczbie patentów dały się zauważyć dwa wyraźne trendy.
Pierwszy, dla uproszczenia nazwijmy go biologicznym, koncentrował się na tworzeniu biologicznych protez mózgu mogących zastąpić różne jego funkcje. Udało się utworzyć protezy praktycznie wszystkich ludzkich zmysłów, że nie wspomnę już o tak prostych protezach jak te, które zastępowały pracę ludzkich kończyn kurczące polimerowe mięśnie w takt poleceń z mózgu.
Drugi trend, nazwijmy go technologicznym, koncentrował się na stworzeniu sztucznego mózgu, opartego o układy mikroelektroniczne i molekularne oraz odpowiednie oprogramowanie. Oczywiście celem tych poczynań było stworzenie modelu jak najbardziej zbliżonego do naturalnego pierwowzoru.
***
Rozwój badań był coraz szybszy. Każdy nowy wniosek patentowy, który otrzymywałem do oceny powodował wypieki podniecenia zupełnie tak jak u dziecka z niecierpliwością rozpakowującego swój bożonarodzeniowy prezent. Dokumentację patentu czytałem z podnieceniem neofity w nabożnym wręcz dziękczynieniu za wyróżnienie jakim była możliwość czytania jej jako pierwszy. Moje młodzieńcze i niestety nieudane próby kariery naukowej powodowały, że często czułem się jak Salieri, któremu natura poskąpiła talentu kompozytorskiego ale dała mu umiejętność docenienia geniuszu Mozarta.
Przełomowym momentem było stworzenie sztucznego mózgu co do którego udało się wykazać, że ma zdolność uczenia się i zapamiętywania. Olbrzymi postęp w zakresie miniaturyzacji i szybkości działania układów elektroniki umożliwił tworzenie coraz bardziej skomplikowanych układów.
Szybko okazało się, że nauka i rozwój sztucznego mózgu w warunkach izolacji od innych podobnych mu jednostek jest upośledzona a rezultaty niezadowalające. Zaczęto więc tworzyć społeczności sztucznych świadomości pomiędzy którymi możliwe były wzajemne interakcje i wpływy.
Spowodowało to powstanie emocji i więzi przy czym zadziwiającym okazał się fakt, że wyniki tych eksperymentów, to znaczy społeczności i ich dorobek intelektualny, różniły się znacząco w zależności od sposobów i zakresu komunikacji.
Powstały teorie, języki, logika oraz formacje społeczno – światopoglądowe znacznie różniące się pomiędzy sobą jak również od tego do czego doszliśmy jako ludzkość poprzez miliony lat ewolucji. Poznawanie tych nowych światów było na tyle emocjonujące, że powstała nowa gałąź socjologii zajmująca się ich badaniem.
Wyniki tych doświadczeń spowodowały, że już nie tylko rzeczywistość była względna. Umowne były też poglądy społeczne, polityczne czy etyczne. Jak nigdy przedtem uświadomiliśmy sobie, że to wszystko to jedynie elementy wypracowane przez lata wzajemnych oddziaływań jednostek i społeczeństw a ich jedynym celem jest zapewnienie najkorzystniejszych warunków rozwoju poszczególnych społeczności czy ludzkości jako całości.
Tak spektakularne osiągnięcia technologiczne spowodowały, że przedstawiciele nurtu biologicznego uświadomili sobie, że najsłabszym punktem ich badań jest człowiek a właściwie jego bardzo zawodna biologiczność oraz ograniczone możliwości wynikające z komunikacji słownej. Połączyli więc siły z technikami i swoją wiedzę z zakresu budowy ludzkiego umysłu wykorzystali w projekcie mającym na celu przeniesienie ludzkiego intelektu do krzemowo molekularnych modeli.
Stopniowo udało się przenosić przeżycia, doznania, uczucia, namiętności czyli wszystko to co określa nasze człowieczeństwo.
Stosowana technologia miała jednak jedno poważne ograniczenie. Przeniesienie całości ludzkiej umysłowości wiązało się z koniecznością uzyskania jej całościowego statycznego obrazu. Możliwe było to wyłącznie po nieodwracalnej biologicznej śmierci mózgu. Stąd próby przenoszenia świadomości były jedynie częściowe i obarczone błędem niekompletności.
Podjęto starania modyfikacji tych umysłowości oraz tworzonych przez nich społeczności.
Okazało się jednak, że usiłowania stworzenia idealnych społeczeństw wiecznej szczęśliwości dały bardzo złe wyniki a nieustające poczucie szczęścia i spełnienia bardzo szybko spowodowało stagnacje i kryzys tożsamości.
Konieczne były modyfikacje mające na celu wprowadzenie elementu cierpienia jako stymulatora rozwoju a zarazem zaspokojenie naturalnej potrzeby niesienia pomocy i „czucia się dobrze” z powodu własnego altruizmu.
Powstał kolejny problem etyczny. Nie wiadomo było kto miał spełniać rolę altruisty a kto cierpiącego. Początkowo stworzono zupełnie sztuczne modele umysłowości ludzkiej mające spełniać rolę pokrzywdzonych. Podniosły się jednak głosy mówiące o niesprawiedliwości takiego podejścia. Pojawił się nawet Ruch Obrony Praw Braci Krzemowych.
Etycy spierali się nad istotą człowieczeństwa próbując wypracować obiektywne kryteria ją określające. Po wielu burzliwych dyskusjach uznano argumenty Obrońców Braci Krzemowych i ogłoszono równość wszystkich modeli świadomości.
Uznano, że kryterium biologicznego pochodzenia nie jest w żadnym stopniu rozstrzygające a wręcz dyskryminujące. Ustalono, że rolę cierpiącego będą losowo przybierać poszczególne świadomości przy czym udało się uzyskać bardzo wysoki średni wskaźnik szczęśliwości ponad dwukrotnie przewyższający ten panujący w rzeczywistości biologicznej.
***
Odkrycia te zbiegły się w czasie z moim awansem. Mój wieloletni wysiłek, oddanie pracy i skrupulatność zostały zauważone przez najwyższe władze. Otrzymałem awans na Najwyższego Specjalistę do Spraw Odkrywczości. Kierowałem już całym Urzędem Patentowym i czułem brzemię odpowiedzialności za współtworzenie historii ludzkości w przełomowym momencie jej dziejów.
Ten niezwykle szczęśliwy zbieg okoliczności spowodował, że w chwili kiedy nasi naukowcy byli już gotowi przenieść całość umysłowości pierwszego człowieka do stworzonych przez siebie urządzeń mogłem decydować o tym kto będzie tym historycznym „królikiem doświadczalnym”. Po raz pierwszy w życiu (i ostatni ze względu na konieczność śmierci biologicznej w momencie przenosin) wykorzystałem swoja niekwestionowaną pozycję zawodową i przeforsowałem własną kandydaturę. Coraz bardziej czułem upływające lata i stopniową degradację mojej biologiczności. Umysł nadal funkcjonował sprawnie ale ciało coraz częściej odmawiało posłuszeństwa.
Oto po raz pierwszy w historii ludzkości pojawiła się szansa na praktycznie wieczną egzystencję. Miała to być egzystencja bez bólu, głodu, strachu, niespełnionych namiętności, ograniczeń mentalnych i kompleksów oraz problemów z komunikacją międzyludzką. W każdym razie ograniczenia te miały być kilkukrotnie mniejsze niż w dotychczasowej formie życia.
***
Niemal w przededniu tego epokowego wydarzenia stała się rzecz nieoczekiwana i straszna zarazem.
W naszym biurze zjawił się osobnik przedstawiający się jako Gob i stwierdził, że cały ten nasz projekt przeniesienia i tworzenia ludzkich świadomości nie jest niczym innym jak najzwyklejszym plagiatem naukowym i w rażący sposób łamiemy obowiązujące przecież wszystkich prawo patentowe.
Zawrzałem. Jeszcze nikt w mojej wieloletniej pracy nie zarzucił mi plagiatu.
Początkowo nie potraktowaliśmy tych roszczeń poważnie i uznaliśmy Goba za nieszkodliwego szaleńca. Niepodobna przecież aby jeden człowiek opracował technologię nad którą pracowało setki tysięcy naukowców przez kilkadziesiąt lat. Takie podejście było w pełni usprawiedliwione, ponieważ człowiek ten nie był w stanie okazać nam żadnej dokumentacji naukowej swojego projektu.
Jednak moja wrodzona skrupulatność i obiektywizm zwielokrotnione jeszcze przez prawie pięćdziesiąt lat pracy nie pozwalała mi nie wziąć pod uwagę jego protestu.
Gob dostarczył mnóstwo starych ksiąg w poetycki i niejasny sposób opisujących przebieg jego eksperymentu. Pomijając fakt bardzo nieprecyzyjnych i wieloznacznych opisów brakowało dowodu na połączenie Goba z opisywanymi procesami.
Pyzatym używana przez niego technologia była stosunkowo zawodna i posiadała sporo ograniczeń rozwojowych. Ograniczenia te próbował maskować inicjując powstanie pewnych prądów filozoficznych mających na calu ich uzasadnienie i zamaskowanie.
Przeważającym dowodem na korzyść Goba okazała się jednak praktyczna demonstracja umiejętności tworzenia nowych świadomości i wpływania na nie.
Nie pozostało mi nic innego jak przyznanie mu pierwszeństwa praw patentowych.
Niestety w trakcie dalszych rozmów postawił on tak niespełnialne warunki licencyjne, że niemożliwy okazał się zakup licencji i rozwijanie naszego projektu jako kontynuacji prac Goba.
W drodze wyczerpujących negocjacji doszliśmy do kompromisu polegającego na prawie nieskrępowanego rozwoju naszego projektu jednakże z tym ograniczeniem, że przejście do modeli krzemowych jest możliwe jedynie po naturalnym zakończeniu fazy biologicznej i to pod wieloma dosyć rygorystycznymi warunkami.
No cóż. Prawo patentowe to rzecz święta. Łamać go nie można !
|
| |
Wynik głosowania: 3.15 Głosów: 13

| |
|
| "Logowanie" | Logowanie/Założenie konta | liczba komentarzy: 16 | Szukaj |
|
| | Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść. |
R E K L A M A
|
|
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Ignorant (ignorant123@o2.pl) dnia 16-04-2003 o godz. 10:39:08 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Hihi... a któż to po cichu dodał mi jedną gwiazdkę więcej ?
Dziękuję bardzo :) A może nie powinienem dziękować bo jeszcze szanowna Redakcja połapie sie że to przez pomyłkę ;) Pozdrawiam |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez tyler (damiandec@poczta.fm) dnia 15-04-2003 o godz. 13:48:03 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Najpierw wirtualno-krzemowe Genesis, potem wirtualno-krzemowe "życie wieczne" w wirtualnym Raju, no i to zdanie "[..] używana przez niego technologia była stosunkowo zawodna i posiadała sporo ograniczeń rozwojowych. Ograniczenia te próbował maskować inicjując powstanie pewnych prądów filozoficznych mających na calu ich uzasadnienie i zamaskowanie" - ogólnie: dla mnie bomba! |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Ignorant (ignorant123@o2.pl) dnia 15-04-2003 o godz. 14:50:33 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | hmmmmm... to zdanie mogło by być dużo lepsze ..
Maskowanie mające na celu zamaskowanie ... sorki nie zauważyłem tego masła maślanego. Najgorsze są zmiany robione na kilka minut przed wysłaniem :( |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 15-04-2003 o godz. 13:58:45 | Widzisz?! Mówiłam, że masz talent. Opowiadanko całkiem niezłe, pomimo braku dialogów i nagromadzenia pozakręcanych zdań z terminologią urzędowo-techniczną...
Na szczęście krótkie ;-)
Szczerze mówiąc o wiele bardzej podobało mi się poprzednie, to z opisem skoku z dachu wieżowca... Rewelacja! Pozdrawiam wiosennie :-) |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Rojewski (volvox71@wp.pl) dnia 15-04-2003 o godz. 23:36:57 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | A ja pomarudzę. Głównie dlatego żeście jak widać madrzejsi ode mnie. Ja puentę zrozumiałem. Ale nie byłą to radosna iluminacja, która powoduje, ze bierze sie poufale Autora pod ramię, albo klepie w plecy i mówi "no to daliśmy im popalić świetne, swietne, finezyjne, ciekawe czy reszta też zrozumie" jednocząc się z nim bezwstydnie w intelektualnej błyskotliwości i zakładając oczywiście że reszta odbiorców to tłuszcza niepismienna z nami się równać nie mogąca. Niestety puenta wymagała ode mnie na pozór niedostrzegalnego wysiłku skojarzeniowego, macącego mi jednak radość dowcipu. Oczywiście jest to zapewne efekt mojej bieżącej kondycji umysłowej /kiepskiej/, ale oczywiście wole zwalić to wszystko na Autora. :-) Moim zdaniem puenta jest zbyt lakoniczna. Cały najdoskonalszy aspekt konceptu zawiera sie w jednym, cytowanym już zdaniu. To mało. Ponadto opis stworzenia funkcjonuje na potrzeby puenty jako "projekt przeniesienia i tworzenia ludzkich świadomości" co jest dla mnie uzaleznionego od fanatstyki swego czasu,bardziej jakimś realnym opisem naukowego eksperymentu niż jasnym wskazaniem na akt Stworzenia w Boskim wymiarze. Strzelba wypala w ostatnim akcie moim zdaniem z mniejszym hukiem niż trzeba dla mojego topornego ucha. A wiekszy huk przydałby sie i dla komplementarności z Gobem, który też nie jest pewnie dla wszystkich oczywistym kodem. Ale nie tylko ze wzgledu na jasnośc konceptu zwieńczenie utworu zostawia u mnie niedosyt. Jest za krótkie w porównaniu z doskonale poprowadzonym i znacznie bardziej rozwiniętym wstępem i rozwinięciem. Jest tu chyba nierównowaga. Mam wrażenie pewnego skrótu. Może marudzę też przez to, że jestem na wątki bosko-stwórcze znieczulony już przez Lema, który tak potrafił spowszednieć i znormalnieć prawdy najwyższe, ze już inaczej odbieram Goba niż Wy - np. jako ucznia Profesora Tarantogi w pierwszym rzędzie. I tu zbliżam sie sie wreszcie do komplementów których wbrew pozorom również pełen jestem. Dostrzegam bowiem w tym utworze szlachetne pokrewieństwo z Lemem, zwłaszcza z Dziennikami Gwiazdowymi. Cudowne jezykowe smaczki /jak np. "odkrywczość" mniam mniam/ i własnie tę filozoficzną ironię czy ironiczną filozofię o którą chodzi. Filozofie ubraną w biurokratyczno-naukowo-nieudaczno-powszedni sztafaż. I tylko szkoda, że mi sie to opowiadanko zestawia z klasykiem bo pewnie mój zachwyt byłby pełniejszy. A tak Lema mi nic nie przebije. No ale osiągnięcie stanu porównywalności z Mistrzem z Krakowa to jest sukces nie lada. Pozdrawiam. |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Ignorant (ignorant123@o2.pl) dnia 16-04-2003 o godz. 01:20:22 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Dziękuję za obszerny komentarz. Rzeczywiście ostatnią część można by rozbudować Zgadzam się - też czuję pewien niedosyt:) Jednak nadmierne jego rozbudowanie chyba rozwlekło by całą puentę - pomyślę jeszcze o tym. Co do oczywistości kodu to miałem z tym problemy. trudno było mi wyczuć na ile powinien być on bezpośredni. W pierwotnej wersji była nawet informacja o 12 świadkach, których przedstawił Gob aby udowodnić prawa patentowe. Proszę mi wierzyć, że nawet po takiej wskazówce część z czytelników testowych (zanim wysłałem do Fabrici) nie zrozumiała puenty i zarzucała mi jej brak :( Ostatecznie zdecydowałem się jednak usunąć tą informację aby nie obrażać inteligencji większości czytelników :). No ale może te problemy miną wraz z doświadczeniem. To jest pierwsze opowiadanie które napisałem. Nigdy wcześniej się w to nie bwiłem. Tak właściwie to debiut :)
Pozdrawiam serdecznie
|
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez tyler (damiandec@poczta.fm) dnia 16-04-2003 o godz. 09:43:45 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Zapewne racja, że Lem już to przerobił. Zresztą, bo on jeden? W temacie osiągania stopnia porównywalności z Mistrzami jestem nieco przewrażliwiony od czasu, kiedy to mi się zdarzyło osiągnąć wysoki stopień porównywalności z innym Mistrzem (tylko że wtedy, zdaje się, jakoś inaczej Pan Rojewski to zjawisko nazwał) - równie dobrze można by napisać, że koncepcja tego opowiadanka to właściwie jest "Matrix", tyle, że tu akurat na końcu okazuje się, że to Deus jest machina. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, aż dojdziemy do wniosku zgrabnie sformułowanego przez mojego kolegę: "po co cokolwiek pisać, skoro wszystkie aspekty ludzkiego dramatu zostały już odmalowane ochrą i mamucim gównem na ścianach jaskiń?".
Pewnie, że fabułę można by rozbudować do rozmiarów trzytomowej powieści i to w kilku kierunkach.
Można by ciekawie rozwinąć wątek tworzenia się wewnątrz krzemowych społeczności nurtów filozoficznych i społecznych na przykład, można by wygrzebać i ciekawie opisać więcej analogii tworzenia krzemowej rzeczywistości z Genesis, można by dłużej podeliberować nad filozoficzną kwestią obiektywności postrzeganej rzeczywistości, można by pokusić się o znalezienie tu roli również dla Diabła [zbuntowany asystent psujący eksperyment z zazdrości, bo profesor Gob tak zaangażował się w swoje dzeło, że lekceważy jego doktorat? A może Diabeł też zgłosiłby się z oskarżeniem o plagiat w momencie, gdy okazało się, że wirtualna rzeczywistość nie może obyć się bez elementu bólu i cierpienia? Alternatywny eksperyment ex-asystenta, samozwańczego Doktora Diabła, czyli krzemowe piekło?]...wiele by można, ale jest napisane tak, jak jest i akurat w tej formie ja sobie nie bardzo wyobrażam rozbudowywanie puenty. Bóg przychodzi, zgłasza, że plagiat, udowadnia, wreszcie narzuca swoje warunki, jakie zastosował w swoim modelu, no i niby co dalej? Albo co jeszcze? Jakoś tego nie "widzę", pewnie brak mi smaku i wyobraźni.
A tak na marginesie - skąd takie pochopne założenie, że jak już ktoś zrozumiał puentę i poklepał autora po ramieniu "świetne, świetne, finezyjne, ciekawe", to automatycznie uważa innych czytelników za niepiśmienną tłuszczę z przekonaniem, że oni nie zrozumieli??? Zupełnie nie widzę związku... |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Rojewski (volvox71@wp.pl) dnia 16-04-2003 o godz. 11:47:19 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Drogi Panie Tyler! Nie powiem, zebym nie spodziewał się Pańskiej reakcji na mój komentarz.
Nawet chciałem tam drobny dopisek specjalnie dla Pana, ale tak sobie myslę, może nie będzie trzeba. Ale pewnie trzeba było. Co mnie troche smuci, bo jak widzę dalej Pan tego kota niepotrzebnie przezywa. Otóż różnica w tym wypadku jest jak między pokrewieństwem jeszcze a nie już klonowaniem moim zdaniem, choć szczerze mówiąc granica zjawisk jest często tak płynna, ze proszę nie oczekiwać ode mnie akurat uniwersalnych definicji. A w ogóle nie jestem ani tropicielem plagiatów, ani w zaden inny sposób jakimś Fabrycznym Torquemadą. Uwagi co do pańskiego kota kierowalem z pełną zyczliwością, o umyślne działanie Pana nie podejrzewając. Ale obiecuję Panu, ze jak tylko znajdę trochę czasu /a pewnie będzie to w wakacje/ siąde nad prawem autorskim oraz polskim i europejskim orzecznictwem i innymi mądrymi księgami i spróbuję coś z tej materii zrozumieć i może jakis esej skrobnąć. I mam nadzieję, że wtedy przynajmniej Pańskie przewrazliwienie minie /a w ogóle zdążył Pan przeczytać tego Mrozka?/ A co do niniejszego opowiadania to podobieństwa do Mistrza L. są znacznie bardziej subtelne niż relacje pomiędzy Panem a Mistrzem M. U Pana to się wręcz na płaszczyźnie fabuły rozgrywało. Tu bardziej chodzi o styl, chociaż szczerze mówiąc ciekawi mnie czy Autor czytał Dzienniki Gwiazdowe czy nie. Mam propozycję zresztą, niech Pan sobie poczyta cytowanego Lema i sam sobie zdanie wyrobi. Lepsze to niż obrażanie się na mnie, mimo, iż nigdy nic złego na myśli nie miałem odnosząc się do oryginalności Pańskiego opowiadania. Wspomógłby mnie Pan lepiej w studiach nad teoretyczną definicją oryginalności dzieła, może z bardziej literackiego punktu widzenia. A tak na marginesie, jest takie zjawisko jak autoironia, cechujące przeważnie zyczliwych światu i niezadufanych ludzi. Dobrze kiedy komplementarnie odpowiada temu zjawisku poczucie humoru u innych.
Co do ewentualnych rozwinięć nie polemizuję bo to kwestia gustu, ale sam Autor ma w tej kwestii jak widać wątpliwości.
Pozdrawiam bardzo serdecznie jak najdalszy od sporu i stawiania bezpodstawnych zarzutów.
|
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Rojewski (volvox71@wp.pl) dnia 16-04-2003 o godz. 11:50:31 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Dodam dla jasności. Tłuszcza niepiśmienna jest własnie wątkiem autoironicznym. Wiem bo sam pisałem. Jesli sie ktos poczuł urazony niech się przyzna, przeproszę. |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Ignorant (ignorant123@o2.pl) dnia 16-04-2003 o godz. 12:12:15 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Dzienników Gwiazdowych Lema nie czytałem i, być może wstyd się przyznać, chyba tylko Test Pilota Pirxa wieki temu czytałem. Nie przepadam za typową literaturą SF (chociaż Lema trudno chyba do takowej zaliczyć). Generalnie czytam zupełnie inną literaturę a forma i styl tego opowiadania jest świadomym wyborem (taki urzędniczo - pseudo naukowy styl wydał mi się ciekawy do tej treści) Na prawdę na nikim się nie wzorowałem no ale porównania do Lema odbieram oczywiście jako duży komplement :)
Pozdrawiam |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez tyler (damiandec@poczta.fm) dnia 16-04-2003 o godz. 18:55:20 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | Szczerze pisząc i ja się czegoś spodziewałem, tego mianowicie, że jeżeli spotkam się z Pana strony z ripostą na mój komentarz, to skupi się ona głównie na rozwinięciu tej starej sprawy, której w moim zajmującym 24 linijki tekście pozwoliłem sobie poświęcić...mniej-więcej półtora wiersza, jeśli dobrze widzę, i to jedynie gwoli usprawiedliwienia mojej upierdliwości w kwestii podobieństw wychwyconych w opowiadaniu "Urząd Patentowy". Ponieważ komentarze pod opowiadaniem "Urząd Patentowy" zdecydowanie powinny dotyczyć opowiadania "Urząd Patentowy", zamknę ten temat konkretną odpowiedzią na konkretne pytanie - tak, w ogóle to zdążyłem przeczytać tego Mrożka (o którym to fakcie, jak i o wyciągniętych z niego wnioskach wspomniałem we wstępie, który Pan sam był łaskaw skomentować).
Nie czuję się obrażony, naprawdę przykro mi, jeżeli ton mojej wypowiedzi na to wskazywał.
Pozostałe 22 i 1/2 linijki mojego komentarza to dwie sprawy. Pierwsza - bagatelizowanie kwestii podobieństwa do Lema, bo abstahując już całkowicie od mojego prywatnego przewrażliwienia nadal uważam, że kto szuka podobieństw, ten może je znaleźć absolutnie, ale to absolutnie wszędzie, tylko po co? Mnie się od razu to opowiadanie, tzn. jego koncepcja, skojarzyła z wspomnianym już filmem "Matrix", ale ani nie ujęło mi to przyjemności odbioru, ani nie uważałem za zasadne o tym wspominać. Oczywiście jeżeli intencją nadmienienia o Lemie miał być jedynie komplement dla Autora, a nie utyskiwanie na brak oryginalności, to wszystko gra i ja się niepotrzebnie przypieprzam, ale tej intencji nie byłem do końca pewien.
Druga poruszona przeze mnie kwestia to zakończenie, które dla mnie jest, jak to się mówi, całkowicie w porządku, a przy tej, a nie innej konstrukcji fabuły nawet byłbym skłonny powiedzieć, że rozbudowa mogłaby już okazać się "udziwnianiem" (no chyba, że opowiadanie miało by rzeczywiście stanowić wstęp do długiej, wielowątkowej powieści). Powiem więcej, zwieńczenie całości zdaniem: "W drodze wyczerpujących negocjacji [..] przejście do modeli krzemowych jest możliwe jedynie po naturalnym zakończeniu fazy biologicznej i to pod wieloma dosyć rygorystycznymi warunkami" uważam wręcz za świetne, po prostu - nic dodać, nic ująć. Bardzo podoba mi się to zdanie jako parafraza "życia wiecznego" po śmierci.
Ale to oczywiście, jak słusznie Pan zauważył, de gustibus... Taka jest moja opinia i niniejszym jako komentator ją prezentuję.
A co do tej niepiśmiennej tłuszczy, to przyznaję, byłem nieco zaskoczony. Niech ta tłuszcza będzie autoironią, której ja przez wrodzony brak poczucia humoru nie wyłapałem, ale już zarzut "jednoczenia się z autorem bezwstydnie w intelektualnej błyskotliwości" przy pogardzie dla całej reszty to może i wciąż ironia, ale jednak tak trochę jakby mniej 'auto', a już zdanie: "żeście jak widać mądrzejsi ode mnie" pobrzmiewa wręcz wyrzutem. Tymczasem ja, choć puentę wychwyciłem i to z ukontentowaniem, nikogo za tłuszczę nie brałem. A problem w tym, że to nie ja się tu mogę ewentualnie poczuć urażony (bo w sumie czym?), tylko ci, którzy być może puentę nie od razu wyłapali lub nie była ona dla nich aż tak jasna, a wspomniany komentarz niepotrzebnie im sugeruje, że jako jeden z tych klepiących Autora po ramieniu patrzę na nich z góry. |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez Rojewski (volvox71@wp.pl) dnia 16-04-2003 o godz. 21:33:35 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | No, cóz to juz tylko mogę dodać, ze nie takie były intencje mojego wątpliwego dowcipu bom człowiek skromny i swoje miejsce znający, a na pewno wyrzutów innym z ich mądrosci nieczyniący. Takie mi Pan jad i zadufanie przypisał, ze aż straszno. Nauczka nie zartować pochopnie. Ale nie ma co sie tam zatrzymywać nad kwestiami nijak sie majacymi do opowiadania, które powinno być jedynym przyczynkiem do komentarzy w tym miejscu. Pozdrawiam. |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 19-04-2003 o godz. 03:59:49 | | Ja Lema czytam i tez mi sie to opowiadanie z Tichym skojarzylo. U lema jest podane to o wiele strawniej, jezyk nie gmatwa pomyslu tylko go pieknie podaje. |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 0) przez Anonimus dnia 22-05-2003 o godz. 16:04:32 | | Cholibka, ale się zmęczyłam. Choć przeczytałam całośc to nie znajduję puenty albo jest ona mało wyraziście pokazana w porównaniu ze szczególną wyrazistością technicznego, ciężkiego języka, który chyba przytłacza całość... Przerost formy nad treścią to może za dużo powiedziane, ale coś z tego chyba tutaj ma miejsce.Przeciętny "czytacz" tak sie skupia, aby zrozumieć te iście naukowo-techniczno-ścisłe słownictwo, że.... puenta umyka mimochodem...co za tym idzie opowiadanie jest dla wąskiego grona... :(. Chyba nie należę do tego grona i dlatego takie uwagi - czekam na coś lżejszego:)) Pozdrawiam. G.K. |
[ Odpowiedz na to ]
Re: Urząd Patentowy /rzeczywistość umowna jak nigdy dotąd - opowiadanie/ (Ocena czytelników: 1) przez transparent dnia 09-01-2008 o godz. 12:38:34 (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość) | | Chciałbym się odnieść tutaj do pierwszego komentarza - Bzdura, naukowego języka jest tu tyle co kot napłakał. Naukowego dla kogo? Dziecka z podstawówki? Pozatym jaki przerost formy nad treścią?? W formie tekstu nie widać nawet śladu pięknej formy a całość przypomina bardziej telegram, lub zeznanie, więc proszę używać słowa na F. A jeśli chodzi o treść, to pomysł jest niezły, przyznam śmiało, ale te tzw. szczegóły i brak jakichkolwiek głębszych rozważań nad przyczynami, możliwościami, skutkami postępującego rozwoju nasuwają na usta jedno tylko słowo - szkic. Zakończenie sprawia wrażenie nieprzemyślanego i psuje cały mozolnie wyłuskany efekt. Poza tym, utwór zaliczył bym do tej fantastyki, która w żaden sposób nie mogła by sie nigdy opierać na rzeczywistości, choćby z uwagi na pominięcie wszelkich zasad etyki, moralności, oddźwięku społecznego całej złożoności otaczającej nas rzeczywistości. No - chyba że piszemy tekst dla samej radości pisania, wtedy możemy nazwać go fantastyką i wrzucić między resztę hobbitów i innych gadów. Odniosłem jednak wrażenie że nie takie było zamierzenie twórcy, co mi sie osobiście nie spodobało. No, ale pomysł naprawdę niezły :) |
[ Odpowiedz na to ]
|
|
| |
Portal Literacki - Fabrica Librorum 1998-2009
e-mail: redakcja{małpiatka}portalliteracki.pl"
|
|
Zalecane rozdzielczości: 1024x800 do 1280x1024.
Strona zgodna z Opera (od 5), Mozilla (od 0.9.5) Netscape (od 5) oraz IE (od 4), ale IE lepiej nie używać.
|
Publikowane teksty są własnością ich autorów. Kopiowanie, powielanie, odtwarzanie publiczne bez zezwolenia jest zabronione.
Copyright © 2005 by Francisco Burzi. This is free software, and you may redistribute it under the . PHP-Nuke comes with absolutely no warranty, for details, see the .

|
| |
|