
Autor: flamenco
cover/poetycka proza lub cokolwiek innego, co mi grypa przesłania/ *
Opublikowano: 02-10-2009 o godz. 18:49:52 Temat: Poezja
.
Można wyciąć mu numer i środkiem sunąć po szosach absurdu. Lub Hiszpanii.
Nocą można go pożyczyć, gdy nie ma się szklanki, a ma się sąsiadów i ścianę.
Można z niego stworzyć kilka skandynawskich imion i dopisać do nich sagę zmyślonego rodu. Później można ją zekranizować i szeptem zdać mu relację z rozdania nagród. Przypadkiem zostawić go można na desce kreślarskiej Wojtka Siudmaka i poczekać, jak wrośnie w czoło niczym trzecie oko, napręży do granic absurdu apel nierzeczywistości.
Można podrzucić je do kieszeni cudzego płaszcza, zaraz po przedstawieniu Próby, tak na próbę, i przekonać się, o czym inni rozmawiają przy kolacji - czy miewają romanse takie, że aż dech w obydwu piersiach zapiera; czy znaleźli się w teatrze przez przypadek, pomiędzy jednym zebraniem zarządu a drugim bankietem kierownictwa; czy wznoszą toasty do kieliszka, lustra i mnożonej kolejną butelką samotności. W takim tłumie będzie mu prawie jak w domu.
Można go używać jako wytrycha, zamiast oficjalnego zaproszenia na wernisaż.
Religię można na nim zbudować, precyzyjnie pociąć na plasterki relikwii, ołtarz wznieść i podłożyć święty ogień u stóp kapłana, w ramach całopalenia.
Można je rozjechać bez obawy, że ktoś dojdzie po śladach DNA do właściciela. Można je doprawić, jako przystawkę przed koncertem w filharmonii. Albo zostawić w lodówce, idąc na Madonnę.
Można spróbować je oddać pod recycling i się przekonać, czy będzie jasno świecić jako gromnica (albo lampka nocna).
Życzenia można w nie wrzucać z każdą spadającą gwiazdą i ufajdanym kominiarzem, przyszyć guzik gdzieś z boku. A można też nim zagrać w butelkę, żeby tylko ktoś obok usiadł cały chętny taki do całowania.
I dorosnąć z nim można do własnego cienia, i nudę zaadresować jakoś tak bardziej w kierunku praktycznego marnowania czasu.
Można go wygarbować i nosić jak drugą skórę albo zrobić zeń egzotyczny wisiorek dla ukochanej. I nawet można tak je spreparować, by było non-iron i nieprzemakalne. I wtedy to już nawet w ulewę jesienną można się wsłuchać, taką rozśpiewaną jak ta, która dzisiaj rozbujała moje okno.
Wszystko to można zrobić z uchem van gogha, zamiast je pakować między wiersze, czasem przewiązując zbyt elegancką jak na absurd kokardą rymu.
ps. tekst dedykowany w szczególności takim dwóm na A i na CeHa, bo bez nich by się nie począł ;)
|
|