 Kliknij aby powiększyć | Autor książki: Marshall Michael Wydawca: Albatros Rok wydania: 2010 Liczba stron: 448 Format: 12,5 x 19,5 Nr ISBN: 9788373599406 Język oryginału: angielskiRecenzent: Cichowlas Robert
_______________________________________
„Intruzi” to pierwszy z czterech wydanych w naszym kraju thrillerów Michaela Marshalla, jaki przeczytałem. Być może gdyby nie słowa na okładce, że niby Stephen King uwielbia jego prozę oraz że porównuje się go do takich mistrzów gatunku jak Dean Koontz czy Robert Ludlum, zapoznałbym się z twórczością Marshalla znacznie wcześniej. Żaden z niego King czy Koontz, aczkolwiek pisać potrafi całkiem nieźle.
Największym plusem „Intruzów” jest ich klimat i sceneria. Akcja toczy się niewielkim miasteczku w górach, gdzie niemal wszyscy znają się z widzenia i gdzie dominuje atmosfera relaksu. Głównym bohaterem jest Jack Whalen, były policjant, a obecnie pisarz, którego zdradza wena. Po dość sporym sukcesie debiutanckiej książki Whalen usiłuje odnaleźć inspirację i napisać kolejną. Niestety, gdy wydaje się, że będzie mógł wreszcie zacząć przygotowania, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Na przykład jego żona Amy dosłownie zapada się pod ziemię podczas podróży służbowej. Początkowo nasz bohater usiłuje zachować zimną krew, ale wreszcie daje się obezwładnić przez nerwy. Okazuje się, że kobieta nie zjawiła się w hotelu, w którym wcześniej dokonała rezerwacji, że jej szef nie ma pojęcia, dokąd mogła się udać oraz że zgubiła swój telefon komórkowy.
Whalen zaczyna poszukiwania małżonki. Tymczasem w innych rejonach kraju dochodzi do następnych zastanawiających wydarzeń. Dziewięcioletnia dziewczynka spotyka na plaży nieznajomego mężczyzna, a potem nagle ucieka z domu, odmieniona, kompletnie oszołomiona, z lukami w pamięci. Niedługo potem czytamy o morderstwie, którego dokonano na rodzinie pewnego fizyka o nazwisku Bill Anderson. Sprawca podaje się za agenta FBI, ale łatwo się domyślić, że nim nie jest. Nie trzeba być również Einsteinem, aby odgadnąć, że te wszystkie wydarzenia są ze sobą powiązane. Pytanie tylko czy w sposób ciekawy i zaskakujący.
Otóż podczas lektury nie ziewnąłem ani razu, choć książka jest dość spora objętościowo. Spodziewałem się szerokich, niepotrzebnych opisów rodem z przywoływanego już Stephena Kinga, ale nie uświadczyłem ich, co tylko piszę Marshallowi na plus. Kolejny już. Powieść ma też jednak minusy. Jednym z nich jest w wielu miejscach bardzo drętwy język i trudno powiedzieć czy to wina samego Marshalla, tłumacza czy redaktora. Nie dociekam, bo to nie jest aż tak istotne i nie psuje za bardzo przyjemności czytania. Samo zakończenie również nie jest najznakomitsze. Jakby rozciągnięte na siłę, bez dynamiki i polotu. Ale i ono nie wywołuje mocnych torsji, więc o porażce mowy być nie może.
„Intruzi” to thriller z parapsychologicznym wątkiem, który sam w sobie jest jałowy, ale dzięki niemu możemy dyskutować o klimacie opowieści, a w tym mnóstwo jest niepewności, mroku i wiszącej w powietrzu niesamowitości. To całkiem solidne, niewymagające czytadło, potrafiące oderwać na kilka chwil od rzeczywistości. Czego chcieć więcej podczas podróży pociągiem czy w trakcie ślęczenia na parkingu przed supermarketem w oczekiwaniu na żonę.
|